Kiedy ciekawski Herodot dotarł ok. 440 r. p.n.e. do Babilonii, zdumiało go twarde i haniebne prawo obowiązujące w tej krainie. Każda kobieta przynajmniej raz w życiu musiała uczcić boginię Melitę, składając na jej ołtarzu swoje ciało. Oplecione sznurkami, „które były symbolem wstydliwości i miały przypominać, iż jest ona chroniona jedynie przez słabe więzy, łatwe do zerwania przez namiętnego kochanka”, siedziały na ziemi i paliły kadzidła, gotowe w każdej chwili pójść za każdym przybyszem. Czy Herodot skorzystał z oferty, nie wiadomo, w każdym razie musiał widzieć owe babilońskie nierządnice na własne oczy, bo rzecz szczegółowo opisał.

Babilońska kultowa rozwiązłość na wieki stała się symbolem najohydniejszej rozpusty, a pstrokaty strój babiloński (babylonica vestis) utkany z różnokolorowej przędzy – atrybutem nierządnic. Parę wieków po Herodocie święty Jan określa Rzym jako „Babilon wielki, szkarłatną wszetecznicę”. Nim jednak babilońskie zepsucie ogarnęło Rzym, zadomowiło się w Grecji.

NA PIERWSZY RZUT OKA