Wsiąść do pociągu  byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w  ręku kamyk zielony patrzeć jak wszystko zostaje w tyle – śpiewała Maryla Rodowicz w piosence „Remedium” i tekst był wyrazem hipisowskiego ideału podróżowania: bez określonego celu, bez pośpiechu, bez zorganizowanego programu. Tęsknotę za tym samym ideałem wyraża projekt Passing Cloud autorstwa architekta Tiago Barrosa. Tyle że realizując jego wizję, podróżny zostawiałby wszystko nie tylko w tyle, ale przede wszystkim w dole.

W wizji Barrosa ludzie mieliby podróżować na wielkich połączonych balonach, które unosiłyby się w powietrzu na wysokości kilkuset metrów. Balony, według pomysłodawcy, byłyby zbudowane z nylonowej powłoki naciągniętej na stalowy stelaż. W jaki sposób ta ciężka konstrukcja miałaby się unieść w powietrze – o tym projektant nie wspomina. Czy wypełnienie balonów helem lub nawet wodorem pozwoliłoby wehikułowi unieść się w powietrze – nie wiadomo. Tiago Barros nie zaprząta sobie głowy tym szczegółem technicznym.

Ludzie mieliby podróżować na powierzchni balonów. Start i lądowanie  odbywałyby się w miejscach przypadkowych. Przy sprzyjającym wietrze można by odbyć wehikułem długą i ciekawą podróż. Zaletą niezwykłego pojazdu powietrznego byłaby też jego uroda, z dołu prezentowałby się jak wspaniała, bajkowa chmura. 

Pomimo uroku projektu trudno nie uznać go za zupełnie nierealny. Choćby dlatego, że tak wielki pojazd powietrzny jest absolutnie niesterowny, a na dodatek – przeznaczony do przewożenia ludzi – nigdy nie zyskałby pozwolenia na start. Byłoby to zbyt niebezpieczne. Prócz tego kwestia wygody: w razie ulewy i wichury urocza przejażdżka zamieniłaby się w koszmar. Nie mówiąc już o tym, że na pokładzie nie ma toalety, łazienki ani nawet baru, w którym można by wychylić szklaneczkę whiskey i obejrzeć mecz.

Jest to więc tylko hipisowski sen.