Kresowa Księga Sprawiedliwych (wydana przez IPN), opisująca przypadki ratowania Polaków przez Ukraińców liczy 896 nazwisk. To jedyna, jak dotąd, taka inicjatywa na szczeblu państwowym. Autor Księgi Romuald Niedzielko zaznacza jednak, że przedstawione przypadki dotyczą jedynie 502 miejscowości. W 882 opisanych przez niego wydarzeniach uratowano 2572 Polaków. Pomagało im 1341 Ukraińców, ale nazwisk jednej trzeciej z nich nie udało się ustalić. Co czwarty ratujący został zabity przez UPA.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że rzezie miały miejsce aż w 4 tysiącach miejscowości na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, należałoby wszystkie te liczby pomnożyć przez osiem.

Skala pomocy w czasie trwającej

28 miesięcy eksterminacji była więc ogromna, ryzyko olbrzymie: każdy Ukrainiec, który pomagał Polakom, był uznawany przez członków narodowego podziemia za renegata i mordowany. Zwykle w okrutny sposób, często z całą rodziną. Z relacji świadków tamtych wydarzeń wynika, że nawet za ratowanie Żydów nie groziły takie represje. Ukraińcy uratowali ich zresztą wielu – 2441 obywateli tego państwa zostało dotąd uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata, przyznawanym przez jerozolimski Instytut Yad Vashem. Czemu więc Polska nie może zrobić czegoś podobnego? Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto prześledzić różnicę pomiędzy polskim a izraelskim podejściem do narodowej tragedii.

Kompleks ofiary – i co dalej?

Nieżyjący już historyk Artur Hajnicz nazwał podejście Polaków do własnej historii „kompleksem wiecznie niewinnej ofiary” – chorobliwą postawą, która prowadzi do wrogości i izolacji wobec innych narodów. Chociaż trudno nie zarzucać tej postawy również Żydom, to właśnie Izrael jest krajem, w którym narodowa trauma dała impuls do ustanowienia znanego na całym świecie tytułu Sprawiedliwego, będącego jednocześnie najwyższym cywilnym odznaczeniem, przyznawanym przez ten kraj. Większość państw na świecie uważa dziś przyznanie tego tytułu swojemu obywatelowi za wielki zaszczyt, a wiele z nich (w tym Polska) chętnie chwali się posiadaniem wielu Sprawiedliwych. Co jednak zrobił Izrael, by osiągnąć to, co dotąd nie udało się w Polsce?

Po pierwsze – zadbał o profesjonalne spisanie jak największej liczby relacji, dotyczących Holokaustu, w tym przypadków udzielanej Żydom pomocy. Temu m.in. służyło utworzenie Instytutu Yad Vashem. W Polsce największą liczbą relacji dysponuje wrocławskie Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (publikowane przez kilkanaście lat w czasopiśmie „Na Rubieży”, a następnie wydane w trzech księgach), jednak wiele z nich to niezweryfikowane wspomnienia. Jak uważa Romuald Niedzielko z IPN, jedynie w przypadku niektórych miejscowości można mówić o relacjach, w których fakty zostały bezspornie ustalone w wyniku porównania wspomnień wielu świadków i uczestników zdarzeń.

Po drugie – Izrael zadbał o zabezpieczenie miejsc, w których mordowano Żydów, i odpowiednie ich upamiętnienie. Tymczasem, jak twierdzi Leon Popek z IPN, na 2,5 tys. miejscowości, w których zginęli Polacy na Wołyniu, tylko w 150 zostały przeprowadzone ekshumacje, odbyły się pogrzeby, powstały cmentarze, stanęły krzyże. Oznacza to, że około 90 proc. ofiar wołyńskiej rzezi wciąż spoczywa w masowych, nieoznaczonych grobach, których lokalizacji niedługo nikt nie będzie już pamiętał. Trudno w tej sytuacji o szacunek dla Polski i poważne traktowanie jej inicjatyw.

Po trzecie – chociaż tytuł Sprawiedliwego powołała ustawa parlamentu Izraela w czasie, gdy premierem kraju był raczej mało religijny Dawid Ben Gurion (sprzeciwiał się m.in. wprowadzeniu religii do izraelskich szkół), w bardzo wielu aspektach wyróżnienie odnosi się  do religii, a szczególnie Talmudu – jednej z podstawowych ksiąg judaizmu (stąd m.in. wybity na medalu Sprawied-
liwych cytat „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”). Tym samym przyznawany przez państwowy, świecki instytut tytuł został bardzo mocno osadzony w żydowskiej religii, tradycji i kulturze. W Polsce jedyną próbą uhonorowania ratujących Ukraińców w duchu chrześcijańskim była inicjatywa lubelskiego arcybiskupa Józefa Życińskiego. Ustanowiony przez niego medal Memoria Iustorum (Pamięć o sprawiedliwych) został jednak przyznany tylko dwukrotnie – po śmierci arcybiskupa w 2011 roku jego inicjatywa poszła w zapomnienie.

Po czwarte – relacje zebrane przez Yad Vashem są weryfikowane przez specjalną komisję, której zadaniem jest bardzo precyzyjne zważenie różnych racji i narracji. Pojawiająca się często chęć upamiętnienia przede wszystkim „swoich” ofiar i „swoich” sprawiedliwych powoduje bowiem ignorowanie pewnych niewygodnych faktów. Dlatego na czele izraelskiej komisji stoi zawsze były przewodniczący sądu najwyższego tego kraju: jego obecność ma zapewnić niezależność decyzji w sprawie przyznania tytułu.
Nienawiść i strach większe niż po wojnie

Brak zainteresowania władz państwowych i kościelnych, niedostatek rzetelnej dokumentacji, a także konflikty między organizacjami, które roszczą pretensje do „monopolu” na prawdę o Wołyniu, powodują, że nawet lokalne inicjatywy uhonorowania ratujących napotykają kłopoty. Fiaskiem zakończyła się inicjatywa Fundacji im. Tadeusza Kościuszki, która w 2003 roku zaproponowała wzniesienie w Przemyślu Kopca Wdzięczności dla Ukraińców pomagających Polakom. Według danych tej organizacji w latach 1943–1946 zostało zamordowanych z tego powodu ok. 5 tysięcy Ukraińców. Wzbudziło to protesty Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, które na podstawie własnych danych szacowało liczbę ofiar na najwyżej tysiąc. Stowarzyszenie promuje obecnie własny pomysł – „Ogród Sprawiedliwych Ukraińców” we Wrocławiu. Inicjatywa została zgłoszona trzy lata temu, jednak – jak przyznaje prezes SUOZUN Szczepan Siekierka – wciąż są problemy z uzyskaniem od miasta półhektarowej działki na ten cel.