Prowizoryczne boisko za murem kliniki onkologicznej w Dar es Salam, największym porcie Tanzanii. Garstka chłopców o nienaturalnie jasnej karnacji i piaskowych włosach rozgrywa tu mecze tylko po zmierzchu. Obserwuje ich Oskar Huale, menedżer drużyny Albino United. Choć jego podopieczni są chorzy na bielactwo i rywalizują zaledwie w trzeciej lidze Tanzanii, z dumą porównuje ich do Manchesteru United. Z wycenianymi na 461 mln euro „czerwonymi diabłami”  łączy ich astronomiczna, jak na lokalne warunki, wartość rynkowa. Każdy z 20 zawodników wart jest 75 tys. dol. Ale interesują się nimi nie łowcy talentów, lecz głów.

Magia XXI wieku

Wiara w magię jest do dziś powszechna w religiach afrykańskich. Słyną z niej piłkarze i dyktatorzy, tacy jak Mobutu i Bokassa, którzy rządzili Kongiem i Republiką Środkowoafrykańską zgodnie z radami czarowników. Żołnierze z Wybrzeża Kości Słoniowej szli w bój, ufając, że przed kulami chroni szamańska mikstura. W ostatnich latach w Afryce rozprzestrzenia się nowa magia, różna od dawnych wierzeń – tłumaczy prof. Gideon-Cyrus Mutiso, specjalista od krajów rozwijających się z kenijskiej Sasol Foundation. Chodzi w niej o ambicje jednostek, ekonomię i biznes, a nie jednoczące plemiona tradycje. Jej ofiarami nie padają wyłącznie albinosi. W najuboższych rejonach Afryki giną starsze kobiety i dzieci podejrzewane o czary. Ofiary tej nagonki ratują organizacje charytatywne. Save the World przygarnął już kilka tysięcy bezdomnych kongijskich „czarownic”. Help Age w Tanzanii wspiera 25 trup teatralnych, które podróżują po wioskach, edukując ludność i wyśmiewając działania znachorów. „Zmiana tradycyjnych wierzeń nie jest łatwa, bo w społeczeństwie Sukuma zabójstwo wiedźmy nie jest traktowane jako przestępstwo, lecz czyn dla dobra społeczności” – tłumaczy Sixbert Mbaya, koordynator projektu. Za taki postrzegane jest też zabicie albinosa, niezdolnego do pracy w ostrym afrykańskim słońcu.

Drużyna albinosów

Dla zawodników Albino United sukcesy sportowe to sprawa drugorzędna. Celem klubu jest zwrócenie uwagi na problem albinizmu. Na świecie ta choroba dotyka 1 na 15 tys. osób. W Tanzanii, ze względu na częste związki między krewnymi, występuje aż 10 razy częściej. Rzadka mutacja genu, który odpowiada za syntezę barwnika melaniny, nigdzie nie wywołuje tyle problemów, co tutaj. W gorącym i suchym klimacie podrównikowym osoby bez melaniny w skórze, włosach i tęczówce oka nie mają żadnej ochrony przed promieniowaniem UV. Wyjście na słońce oznacza poparzenia, groźbę utraty wzroku i rozmaite choroby skóry, od owrzodzeń po nowotwory. Z tego powodu albinosi rzadko dożywają trzydziestki, dom opuszczają po zmierzchu.

Przez tę odmienność dawniej uważano ich za czarowników. Później magiczną moc zaczęto przypisywać… częściom ich ciała. Po bazarach zaczęła krążyć plotka, że kończyny, czaszki i genitalia albinosów to amulety, a krew daje nadprzyrodzoną siłę. Efekty to powtarzające się ataki na albinosów. 17-letnią Vumilię Makoye napastnicy wywlekli na dwór, gdy jadła obiad, odcięli jej nogi i uciekli. Na granicy zatrzymano mężczyznę, który próbował przemycić głowę dziecka do Burundi. Aresztowano rybaka, który sprzedał żonę gangowi zabójców. Nauczyciel sam zabił syna, policja znalazła tylko tors dziecka. Wszystkie ofiary były albinosami.

Podobnych historii jest wiele, scenariusz zawsze ten sam. Napastnicy przychodzą w nocy, ofiary ćwiartują na oczach rodziny. Władze Tanzanii długo ukrywały ten problem. Do działania zmusił je Peter Ash, szef kanadyjskiej organizacji broniącej praw albinosów Under The Same Sun (Pod tym samym słońcem). Pojechał do Afryki, odnalazł wiele ofiar, zebrał ich wstrząsające relacje i zainteresował media. Vicky Ntetema, reporterka BBC, dotarła do 10 szamanów z regionu Mwanzy. Ujawniła, że wróżba z kurczaka kosztuje od 20 do 100 dol., a wywar z części ciała albinosa – 2000 dol.

 

Strefa śmierci

Najczęściej albinosów można spotkać w Afryce Subsaharyjskiej – białą skórę ma tam czasem nawet jedna na tysiąc osób. W tym regionie największy jest też kontrast między człowiekiem zdrowym i chorym na bielactwo. Powszechne w Afryce przekona-nie, że sprawcą choroby jest wyłącznie działanie magiczne, sprawiło, że w języku suahili nie ma określenia na albinosów. Potocznie nazywani są valangala, embulamwela, mbilimelo, czyli demon, biały pies, biała koza. Ale najbardziej popularne to zeru zeru – człowiek duch. Miejscowi wierzą, że albinosi obdarzeni są szczególną mocą i nie umierają, tylko znikają, a amulety i eliksiry z ich ciał pomagają na wszystko.