Spotykamy się na kortach Miejskiego Klubu Sportowego w   Łodzi. Wita mnie wysoki, szczupły chłopak. Właśnie skończył swój trening. Żałuję, że nie przyjechałem wcześniej, mógł-bym popatrzeć. – Nie ma na co, jestem po kontuzji, zupełnie bez formy – tłumaczy Kamil. Sprawia wrażenie skromnego, tymczasem ma się czym chwalić: złoto na młodzieżowych igrzyskach olimpijskich w Nankinie w  Chinach, juniorskie mistrzostwo US Open w   grze podwójnej, kilka mniej-szych tytułów zdobytych w  tym roku.

Czas jest dobry, bo polski tenis ma się ostatnimi czasy całkiem nieźle. Od kilku lat w   czołówce grają Agnieszka Radwańska i  Jerzy Janowicz. Wśród najmłodszej generacji polskich tenisistów szczególnie wyróżnia się jednak Kamil  Majchrzak. Przez pierwszych sześć miesięcy tego roku trenowany przez Jakuba Ulczyńskiego – piotrkowianin wspiął się aż   o  150 miejsc w   rankingu ATP. Docenił to kapitan polskiej reprezentacji w   Pucharze Davisa. Kamil dostał powołanie do kadry jako jeden z  najmłodszych tenisistów w  historii.


Fit&Forma: Podobno jako dziecko byłeś otyły?

Kamil Majchrzak: Oj, byłem grubaskiem! Naprawdę.

F&F: To dlatego rodzice zapisali cię na tenisa?

K.M.: Nie, sam doszedłem do wniosku, że jeżeli chcę coś w tej dyscyplinie osiągnąć, muszę zrzucić zbędne kilogramy. Poza tym zacząłem dojrzewać, zaczynały się pierwsze kontakty z dziewczynami i trzeba było jakoś wyglądać (śmiech).

F&F: Uważasz na to, co jesz? Słyszałem, że jesteś wybredny...

K.M.: Bardzo! Naprawdę wielu potraw nie lubię. Na co dzień odżywiam się jednak zdrowo, a jak od czasu do czasu mam ochotę na coś słodkiego, to sobie na to pozwalam, bo i tak wszystko potem spalę na korcie. Trzeba sobie przecież jakoś umilać życie.

F&F: A jak wygląda twój posiłek przed meczem?

K.M.: To oczywiście przede wszystkim węglowodany, które są świetnym źródłem energii. Posiłek musi się szybko strawić, więc z reguły jem ryż lub makaron.

F&F: Zdarza się, że czujesz głód podczas meczu, który przedłuża się do kilku godzin?

K.M.: Zdarza się, ale od tego mam żele izotoniczne i banany. Staram się raczej nie dopuszczać do takiej sytuacji. Zdecydowanie lepiej być głodnym na korcie niż grać z pełnym żołądkiem.

F&F: Pamiętasz swój najdłuższy mecz?

K.M.: Pamiętam. Cztery godziny w Hiszpanii.

F&F: Wygrałeś?

K.M.: Tak, na szczęście. Takie zwycięstwo to dodatkowa satysfakcja.

F&F: O której wstajesz?

K.M.: Zazwyczaj staram się być na nogach dwie godziny przed treningiem, czyli około ósmej rano. Natomiast podczas turniejów – przynajmniej trzy godziny przed meczem.