Minister Józef Beck mówił, że „polskie kolonie zaczynają się za… Rembertowem” i przestrzegał przed kolonialnymi mrzonkami, ale Parlamentarne Koło Emigracyjno-Kolonialne zrzeszało ponad 50 posłów i senatorów różnych opcji politycznych. Rząd polski inwestował w  wykup terenów dla polskiego osadnictwa m.in. w Argentynie i Brazylii, trwały negocjacje z francuskim MSZ dotyczące osadnictwa na Madagaskarze. Na egzotyczną wyspę została wysłana specjalna rządowa komisja mająca zbadać warunki do osadnictwa. Przewodził jej nie kto inny, tylko sam Mieczysław Lepecki, osobisty adiutant Józefa Piłsudskiego, podróżnik i orędownik idei polskiego osadnictwa zamorskiego. Ponoć jego pomysłem było nazwanie dwóch polskich osad w Brazylii i Argentynie położonych w Paranie imionami córek marszałka – Wanda i Jagoda. W Wandzie nadal mieszkają potomkowie emigrantów z lat trzydziestych. Jest polski kościół z  repliką obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i muzeum, w którym zgromadzono polskie pamiątki. „Wzruszające było, kiedy jedna z dziewczynek, która – jak to dziecko – chciała się popisać przed kamerą, zaczęła śpiewać »Na Wojtusia z  popielnika«. Nazywa się Ania Florencja Kisiel i choć nie mówi po polsku, piosenkę śpiewała bez zająknięcia” – opowiada Tomasz Rudomino. 

Zamorska szachownica

Kolonie nie były tylko kolorowym snem. Na przełomie XIX i XX wieku miały je wszystkie światowe mocarstwa. To z nich czerpały dobrobyt, to tam rozładowywane były konflikty społeczne, które mogły sparaliżować Europę. Kolonie – źródło surowców, serce handlu, ciągle głodne rąk do pracy, ciągle oferujące deficytową w Europie ziemię. I wojna światowa zmieniła nie tylko mapę Europy...

Kazimierz Głuchowski, były konsul w Kurytybie, wzbudził sensację, gdyż – jego zdaniem – Polsce należało się 10 proc. kolonii niemieckich. Te na mocy traktatu wersalskiego zostały podzielone między zwycięskie mocarstwa. Przewidywano jednak, że dojdzie do rewizji mandatów kolonialnych, ponieważ Niemcy nie zaakceptowały traktatu.

Już w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości powstały stowarzyszenia lobbujące na rzecz polskiej polityki kolonialnej. Zaczęto poszukiwania dogodnych kierunków emigracji.

Symbolem tego, co chybione i nierealne, stał się Madagaskar. Tymczasem inicjatywa dotycząca osadnictwa na jednej z największych wysp świata wyszła od… Francuzów. Chcieli stworzyć na Madagaskarze dużą społeczność europejską. Przez z górą 200 lat nie mogli poradzić sobie z  Malgaszami. Co i rusz wybuchały powstania. Potencjał wyspy nie był w pełni wykorzystany. Polska komisja pod przewodnictwem Mieczysława Lepeckiego ustaliła, że warunki znakomicie odpowiadają potrzebom osadników, a tamtejsza wieś nie tak bardzo różni się od polskiej. Jeszcze bardziej entuzjastyczne były doniesienia Arkadego Fiedlera w książce „Jutro na Madagaskar”. Powstała przy okazji poszukiwań przez pisarza śladów Maurycego Beniowskiego. Wyprawę sfinansował… polski wywiad, by dysponować alternatywną wobec rządowych ekspertów opinią o możliwościach osadnictwa na Madagaskarze. Po zmianie rządu we Francji i związanej z tym akcji propagandowej „nie chcemy polskich Żydów na Madagaskarze” rozmów o  osadnictwie zaprzestano. Niemniej wśród materiałów znajdujących się francuskich archiwach są dokumenty w tej sprawie pochodzące z 1939 roku.