SZANSA NA SUKCES

Gdy „Życiorys własny przestępcy” pojawił się w księgarniach, katolicka prasa zaatakowała książkę jako niemoralną. Autora zaczął dezawuować „Ilustrowany Kuryer Codzienny”. Reporterzy wytropili, kim jest tajemniczy Urke Nachalnik. Potem „IKC” twierdził, że środowiska przestępcze mają do autora pretensje za ujawnienie tajemnic i został skazany przez złodziejski sąd. Zarzucano mu, że nie był wielkim złodziejem. Akurat to było prawdą. Za to kuriozalny był zarzut „IKC”, że niemoralne jest zarabianie pieniędzy przez przestępcę, opisującego swoje wyczyny. Nachalnik odpowiedział, że człowiek zatrudniony w koncernie Mariana Dąbrowskiego nie ma prawa oceniać, co jest moralne, bo jego chlebodawca wydaje „Tajnego Detektywa”, żywiącego się zbrodnią i przestępstwami. I na tym najlepiej zarabia. Farbarowicz jako honorarium otrzymał egzemplarze swojej własnej książki. Jednak potrafił wykorzystać szansę, jaką dostał dzięki popularności.

Już w roku 1933 warszawskie wydawnictwo M. Fruchtmana wydało książkę Urke Nachalnika „Miłość przestępcy”. Na tom złożyło się kilka dobrych opowiadań. Rok później wydawnictwo „Rój” zaprezentowało dalszy ciąg „Życiorysu własnego przestępcy”. Książka nosiła tytuł „Żywe grobowce”. Zaczynała się w 1918 r., a kończyła na roku 1923 i przedstawiała życie w więzieniach polskich: w łomżyńskim „Czerwoniaku”, na warszawskim Mokotowie i w Rawiczu. Została dobrze oceniona, zaś Nachalnik zaczął chałturzyć. W lutym 1936 r. „Nasz Przegląd” ogłosił, że po raz setny w teatrzyku Scala zagrano sztukę Nachalnika „Nacht Menszu” (Nocni ludzie), a ilustrowany dodatek gazety zamieścił fotografię ze spektaklu przedstawiającą „emocjonującą scenę rozprucia kasy”. Jeśli nawet Scala nie była dużym teatrem, to 100 przedstawień stanowiło niezwykłe osiągnięcie. W 3 miesiące później w dodatku „Naszego Przeglądu” można było obejrzeć, jak „amerykański artysta Jack Rechtzeit w towarzystwie pisarza pana Farbarowicza (Urke Nachalnik) z małżonką zawiera umowę z dyrektorem M. Winderem na nową sztukę »Urke Nachalnik un zajn lebensweg«” (Urke Nachalnik i jego życie). Winder był dyrektorem teatru Nowości, w którym sztuka Nachalnika „Ludzie bez jutra” z Rechtzeitem w roli głównej przez 3 miesiące odnosiła „wielki sukces”.

W 1938 r. wydawnictwo M. Fruchtmana opublikowało trzy powieści Nachalnika: „Rozpruwacze”, „W matni” i „Gdyby nie kobiety”. To liczący ponad 800 stron cykl o kasiarzach i policjantach. Akcja zaczynała się za czasów carskich, a kończyła w wolnej Polsce. Fabuła fantastyczna: komisarz Wołkow jest szantażowany przez bandę kasiarzy, gdyż zastrzelił rewirowego, który znalazł łup porzucony podczas ucieczki. Komisarz Wołkow wylądował w szpitalu psychiatrycznym, z którego uciekł i zabił swego następcę komisarza Szczupaka. Mało kto uchodzi z życiem. W ostatnim tomie okazało się, że zabity rewirowy to brat komisarza Wołkowa, a obaj byli synami hrabiny (żydowskiego pochodzenia) i jej kochanka – kasiarza „Staśka Lipy”; również córką hrabiny okazała się jedna z panienek lekkich obyczajów, a kochał się w niej jej brat, który nie wiedział, że darzy uczuciem siostrę. Autor snuł takie opowieści, godne telenoweli, ze śmiertelną powagą. Książki były niechlujnie napisane, ze śladami żydowskiego żargonu, czasami autorowi myliły się nazwiska i ożywał bohater, zabity już wcześniej. Ciekawe dla czytelnika zapewne były drobiazgowe realia: złodziejskich melin, domów publicznych, „skoków” i przesłuchań. Trylogia o kasiarzach cieszyła się powodzeniem, skoro wznowiono ją w roku 1939.