ŚMIERĆ W LESIE

W ich domu lokal nr 9 od 10 listopada 1938 r. zajmowali Farbarowicz Icek Boruch z żoną Sarą i synem Samuelem. Tam mieszkali, gdy do Otwocka wkroczyli Niemcy. W Żydowskim Instytucie Historycznym znajduje się wspomnienie rabina Szymona Huberbanda, który opisał, jak po podpaleniu przez Niemców synagogi, Randomiński i Farbarowicz wynieśli z niej zwoje Tory. To mało prawdopodobne, choć możliwe, bo dom Randomińskich sąsiadował z synagogą. Następnego dnia, oskarżeni o ukrywanie broni, wraz z trzecim mężczyzną zostali zastrzeleni. Calel Perechodnik, żydowski policjant w Otwocku, jest najbardziej wiarygodny, bo trzecim mężczyzną był jego szwagier Wolf Nusfeld. Miał on zakopać „skrzynię z dynamitem”.

Prawdopodobnie Nusfeld, Farbarowicz i Randomiński (Gerszon – według Perechodnika) ukryli broń porzuconą przez polskich żołnierzy. Zadenuncjować ich miała Polka Bukojemska, kochanka żandarma Michelisa. Mężczyźni musieli wykopać sobie groby w lesie śródborowskim i tam zostali zamordowani. Rodziny dostały zgodę na ekshumowanie i pochowanie ich na kirkucie w Anielinie, gdzie podobno nawet postawiono tablice nagrobne. Nikt nie próbował odszukać macewy z grobu Nachalnika. Po byłym złodzieju i buntowniku Farbarowiczu- -Nachalniku zostały tylko książki i miejsce (jednak) w historii literatury.