Piękno, jak głosi przysłowie, jest w oku patrzącego i dokładnie to samo można powiedzieć o brzydocie. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, że
doszukujemy się w wyglądzie zwierząt cech jak najbardziej ludzkich. Podobają nam się wielkie oczy gazeli czy „uśmiech” delfina, natomiast to, co
pomarszczone, nieforemne czy pokryte śluzem, jest obrzydliwe, bo kojarzy się z oznakami choroby i wyniszczenia. Zębate paszcze czy zimne spojrzenia węży
budzą z kolei atawistyczny lęk przed jadowitym ukąszeniem.

BRZYDAL WALCZY O ŻYCIE


Jest to jednak zarazem dowód na to, że z ewolucyjnego punktu widzenia warto być brzydkim. Odrażający wygląd może zniechęcić potencjalnego drapieżnika albo
wystraszyć go w razie konfrontacji. Co prawda na ludzi nie zawsze to działa – zwłaszcza od kiedy wynaleźli broń i trucizny – ale też nasz gatunek jest w
świecie przyrody debiutantem i „klasyczna” ewolucja nie zawsze zdążyła uwzględnić nasze upodobania estetyczne.

Inaczej rzecz wygląda w przypadku ewolucji sterowanej przez człowieka. Przez tysiące lat wyhodowaliśmy setki ras zwierząt, które mogą być zarówno piękne,
jak i brzydkie (przynajmniej dla większości z nas). Te drugie nierzadko wyglądają jak karykatury Homo sapiens – wystarczy spojrzeć na srogą minę kota-
sfinksa czy pocieszną mordkę buldoga. Ich brzydota jest tak wielka, że budzi w nas współczucie połączone z fascynacją. Dlatego utrzymujemy przy życiu i
namnażamy stworzenia, które nie poradziłyby sobie na swobodzie.

Szkoda tylko, że w podobny sposób nie traktujemy „naturalnych” brzydali. Stworzenia takie jak żółw sępi, babirussa czy tapir anta są narażone na
wyginięcie, bo ekologom łatwiej jest znaleźć pieniądze na ochronę tego, co dobrze prezentuje się na plakatach czy filmach. Być może więc w przyrodzie
przetrwają przede wszystkim najpiękniejsi.