NADZIEJA

Dla takich ludzi najbliższymi przyjaciółmi stawali się najmłodsi - chociaż nie walczący z karabinami, ale jednak powstańcy. Harcerze, któ­rzy obsługiwali pocztę polową.

W Muzeum Powstania Warszaw­skiego harcerskiej poczcie poświęcono osobną salę. Można tam spędzić nawet kilka godzin, odczytując z kart pocz­towych i króciutkich listów historie poszczególnych ludzi zagubionych we własnym mieście.

Pocztę Polową działającą na całym wyzwolonym obszarze miasta powo­łano już 4 sierpnia. Przy ul. Świętokrzyskiej 28 stworzono Główny Urząd Pocztowy, któremu podlegało jeszcze 8 placówek w różnych dzielnicach. Ko­respondencja nie mogła być długa (do 25 słów) i podlegała cenzurze, by za­pobiec ujawnieniu pozycji powstań­ców, a także nastrojów ludności (czyli informacji najcenniejszych z punktu widzenia Niemców). Przede wszyst­kim jednak miała umożliwić kontakt rodzinom lub znajomym, rozłączonym przez walki w mieście.

„6-8-44 Szanowna Pani, Bardzo proszę o jakąkolwiek informację o mo­jej matce Marii Skórzewskiej i ciotce Natalii Platonow. O której zamknęły sklep w dniu powstania i gdzie praw­dopodobnie mogą się znajdować. Pro­szę o odpowiedź" - pisała Zofia Pasz­kowska, bliżej nieznana mieszkanka Warszawy, podając adres, pod którym spodziewa się odpowiedzi: Piusa 5 m. 16. Nie wiadomo, czy odpowiedź nadeszła. Jej brak oznaczał życie w ciąg­łej niepewności. Uczucie straszne, w wielu wypadkach niepozwalające normalnie funkcjonować. A to było konieczne, bo sytuacja zaczęła się dość szybko zmieniać.

ŚMIERĆ

Żołnierze niemieccy od pierwszych godzin obchodzą się z powstańcami i cywilami bezwzględnie. W al. Niepodległo­ści 221 w latach 50. XX wieku wmurowano tablicę: „W tym domu w dniu 7 VIII 1944 roku hitlerowcy zamordowali około 50 osób, mieszkańców tego bloku, wśród zamordowanych było wiele dzieci".

Do końca powstania pozostało jeszcze ponad 50 dni, a każdego ginęło mnóstwo cywilów. Los osób, które zna­lazły się po niemieckiej stronie, wydawał się przesądzony. Zwłaszcza że już wieczorem 1 sierpnia podczas omawiania sytuacji w Warszawie Hitler polecił Goringowi i Himmlerowi zrównanie polskiej stolicy z ziemią. Fuhrer nawet pewnie nie wiedział, że jego oddziały w mieście wdrożyły już ten plan i zabrały się do jego realizacji z gorliwością.

Reiner Stahel, generał i dowódca garnizonu warszaw­skiego, od pierwszych minut stosował „wszelkie środki w stosunku do ludności cywilnej w Warszawie, konieczne do utrzymania spokoju i bezpieczeństwa w mieście". A ponie­waż w Warszawie do godz. 17 nie było żadnej wrogiej armii - która pojawiła się nagle, wybiegając z bram i podwórek - to dla niemieckiego żołnierza każdy, nawet Bogu ducha winny przechodzień, mógł być potencjalnym zagrożeniem.

Rozpoczęło się polowanie: ze stra­chu i zemsty. Bo jak inaczej nazwać wywleczenie z domu przy ulicy Powąz­kowskiej 41 wszystkich mieszkańców, zapędzenie ich w okolice fortu Bema i tam, po kilku godzinach, rozstrzelanie wszystkich mężczyzn? Nie postawiono ich jednak pod ścianą, ale wyprowadza­no pojedynczo w ustronne miejsce i (tak jak Rosjanie w Katyniu) mordowano strzałem w tył głowy. Potem dobijano tych, którzy dawali jeszcze oznaki ży­cia. Jedynym zarzutem wobec tych ludzi było to, że z domu, w którym mieszkali, ostrzelano niemieckie pozycje, zabijając dwie osoby. Na tablicy pamiątkowej zna­lazły się nazwiska 22 osób.

Szacuje się, że przez 63 dni powsta­nia poza działaniami wojskowymi - czyli w egzekucjach prowadzonych przez siły wojska i policji - zginęło 63 tys. cywil­nych mieszkańców stolicy. Po tysiącu na każdy dzień trwania boju w Warszawie...