Naukowcy ze Stanford University skonstruowali niezwykle cienką złotą nanoelektrodę, którą delikatnie „wszczepili” do jednokomórkowej zielenicy Chlamydomonas reinhardtii, nakierowując ją na chloroplasty. Komórka przeżyła tę ingerencję, a autorzy doświadczenia dowiedli, że mogą ingerować w proces fotosyntezy i przechwytywać pobudzone światłem elektrony, zanim zostaną one wykorzystane w procesach syntezy cukrów i polisacharydów. Fotosynteza to proces składający się z wielu etapów. Pobudzone elektrony przekazywane są poprzez cząsteczki białek do centrów reakcyjnych, gdzie są one wykorzystywane w trakcie reakcji chemicznych. Przechwycenie tych elektronów pozwoliło badaczom na uzyskanie prądu o natężeniu 1,2 pikoampera.

Według naukowców taka „bezpośrednia bioelektryczność” jest o wiele bardziej efektywnym i przyjaznym dla środowiska źródłem energii niż spalanie biopaliwa. Według nich sprawność  żywego systemu fotoelektrycznego osiąga 20%, a teoretycznie może być zwiększona prawie do 100%.

Na razie jednak potraktowana w ten sposób umiera w ciągu godziny, prawdopodobnie wskutek uszkodzonej membrany oraz zaburzenia procesu fotosyntezy, co powoduje, że komórka otrzymuje niewystarczającą ilość energii. Obecnie naukowcy pracują nad udoskonaleniem elektrody, aby przedłużyć życie zielenicy. Doświadczenie to jest pierwszym krokiem na drodze do praktycznego wykorzystania systemów bioelektrycznych.

źródło: news.stanford.edu