Na większą skalę podobne eksperymenty podjął Leo L. Stanley, lekarz więzienny w San Quentin w Kalifornii, który przeprowadził ponad 600 przeszczepów u swoich podopiecznych. W przeciwieństwie do innych medyków zajmujących się później tą metodą on nie cierpiał na brak dawców – „w tym więzieniu odbywają się średnio trzy egzekucje w roku, cenny materiał potrzebny do tego typu pracy stał się osiągalny” – przyznawał. Pierwszy zabieg wykonano w 1919 roku: jądra zabitego mordercy trafiły do 60-letniego przedwcześnie postarzałego osadzonego. Więzień odzyskał wigor! Podobno nie on jeden. W więzieniu od czasu do czasu organizowano zawody sportowe. Króliki doświadczalne Stanleya osiągały
w nich sukcesy... Lekarz twierdził, że przeszczep jąder (lub ekstrakt ze zmielonych organów, którego używał później) pomagał nie tylko w przypadku wycieńczenia, lecz także reumatyzmu oraz... słabego wzroku!

VIAGRA LAT 20.

Prawdziwym królem jądrowych przeszczepów był jednak pochodzący z Rosji, osiadły w Paryżu Serge Voronoff. Zanim zajął się transplantologią, był znanym i szanowanym „tradycyjnym” chirurgiem ze sporym
doświadczeniem w leczeniu chorób tropikalnych (przez jakiś czas był bowiem lekarzem władcy Egiptu).

W 1917 roku wykonał pierwszy przeszczep jąder u baranów. Wyniki miały być spektakularne – starsze osobniki wyposażone w jądra młodszych odzyskały witalność. Trzy lata później Voronoff uznał, że jest gotowy na próby z ludźmi. Z powodu problemów z dawcami zdecydował się użyć jąder szympansa (w późniejszych latach optował za pawianami). Voronoff uznał zresztą, że małpy są na tyle blisko spokrewnione z ludźmi, że przeszczepy się przyjmą [czytaj: Metoda Voronoffa]. Okazało się, że nie miał racji. Dwa zabiegi wykonane 12 czerwca 1920 r. zakończyły się porażką i chirurg musiał usunąć nowe jądra. Niepowodzenie tłumaczył tym, że obydwaj pacjenci byli w zaawansowanym stadium gruźlicy. Jego przypuszczenia wydawały się potwierdzać kolejne cztery zabiegi: pacjenci odzyskali witalność, czuli się zdrowsi i silniejsi. Największym entuzjastą zabiegu był 76-letni londyńczyk Edward Liardet. Chętnie opowiadał o zabiegu prasie („New York Times” przyznał, że wygląda jak 45-latek), zaczął biegać i podnosić ciężary. Niestety 2 lata po zabiegu, tuż przed kolejnym wystąpieniem, na którym miał opowiadać o zaletach rejuwenacji (odmłodzenia), niespodziewanie zmarł. Niezrażony Voronoff za przyczynę śmierci uznał delirium tremens. Choć zabieg miał wyleczyć Liardeta ze starości, nie pomógł na alkoholizm...