Oczywiście alkohol spożywany w nadmiarze to katastrofa dla życia erotycznego. Owidiusz podkreślał, że prawdziwe pijaństwo to rzecz obrzydliwa, ale też dodawał, że udawanie stanu upojenia może być wielce użyteczne. „Wówczas każde nieobyczajne zachowanie zostanie złożone na karb wina, któreś rzekomo wypił” – pisał. Odpowiednio dawkowane trunki sprzyjają odrzuceniu zahamowań i zwiększaniu pożądania. Cała sztuka polegała na tym, by wiedzieć, jaki napój i w jakiej ilości zaserwować.

Podstawowa zasada to unikanie alkoholi wysokoprocentowych. Jest jednak od niej pewien znaczący wyjątek – absynt. Likier, który stał się symbolem paryskiej bohemy, miał być afrodyzjakiem skutecznym do tego stopnia, że wzbudziło to niepokój części Francuzów. Nadużywanie miłosnego napoju to prosta droga do impotencji – uznali, i w trosce o dobro narodu zakazali produkcji absyntu. Dopiero niedawno zielony napój wrócił do łask. Podobne właściwości przypisywano także innym likierom – z niejasnych przyczyn głównie tym produkowanym przez zakonników. Przykładem może być zielony chartreuse czy benedyktyn. Bardziej egzotyczna propozycja to meksykański Creme de Damiana, zwiększający libido i leczący impotencję.

Największą renomą wśród miłosnych napojów cieszy się oczywiście wino. Które? To już kwestia osobistych upodobań. „Węgierski tokaj, zwany królem win i winem królów, ma walory niezwykłe. (...) Caryca Elżbieta od 1745 roku sprowadzała dla swoich faworytów właśnie wina tokajskie, a Katarzyna II Wielka osobiście częstowała tokajem gwardzistów pilnujących jej sypialni” – pisze Tadeusz Olszański w „Kuchni erotycznej”. Smak „czystego” wina bywa jednak dla niektórych – zwłaszcza kobiet – mało atrakcyjny. Stąd wielowiekowa tradycja doprawiania go ziołami i korzeniami. I tak burgund z imbirem, cynamonem, goździkami, wanilią i cukrem to słynny hipocras, polecany m.in. przez François Rabelais’go. Z kolei bordeaux w połączeniu z imbirem, galangalem, gałką muszkatołową, rozmarynem i tymiankiem dawał tzw. aqua mirabilis, czyli cudowną wodę, powszechnie stosowaną w XVII wieku jako napój wzmacniający ciało i żądze.

Za wyjątkowo skuteczny afrodyzjak uważany jest oczywiście szampan. W dużej części to zasługa bąbelków, które delikatnie pieszczą podniebienie pijącej ten trunek osoby. Nic więc dziwnego, że podobne efekty może dać delektowanie się piwem – oczywiście nie byle jakim. Podobnie jak w przypadku wina, doskonale sprawdzają się tutaj różne egzotyczne składniki, wzbogacające smak i dodające aury niezwykłości. Na romantyczne spotkanie warto więc kupić piwo na przykład z dodatkiem tequili. Potem już tylko trzeba zadbać o przytulne miejsce, w którym efekty działania afrodyzjaku będą mogły w pełni się ujawnić...