Najnowsze zdobycze nowoczesnej kryminalistyki pomogły rozwiązać na Alasce (USA) tajemnicę, na której rozwikłanie trzeba było czekać aż dziewięć lat.
W 1997 roku dwóch zawodowych pilotów odnalazło w lodach Alaski szczątki samolotu. Był to zaginiony wrak samolotu DC-4 z sześcioma członkami załogi i 24 pasażerami - marynarzami ze statku handlowego. Samolot rozbił się 12 marca 1948 roku podczas lotu z Chin do Nowego Jorku. Katastrofę spowodowała prawdopodobnie wyjątkowo silna wtedy zorza polarna, która oślepiła załogę. Wrak zniknął w lodzie na prawie pięćdziesiąt lat. Od razu rozpoczęły się poszukiwania wraku. Poszukiwacze skarbów wierzyli, że na pokładzie mogło być złoto - marynarze, którzy wracali samolotem do kraju dostarczyli właśnie do Szanghaju tankowiec. Złota co prawda nie znaleziono, ale dwaj piloci, którzy trafili na wrak - Kevin McGregor i Marc Millican wzięli udział w wyprawie po szczątki. Po ich wydobyciu i zwiezieniu z lodowca przeszukano je dokładnie. W kupie żelastwa, dwa lata po odnalezieniu, znaleziono zmumifikowaną rękę. Od tamtej pory trwały próby ustalenia czyja to ręka. Najpierw kryminolodzy zbadali DNA. Bezskutecznie.
W 2002 roku DNA wysłano do eksperta z Kanady. Profesor Ryan Parr z Genesis Genomics w Thunder Bay był w stanie wyekstrahować odrobinę materiału genetycznego. Nie miał go jednak z czym porównać. W 2006 roku prof. Odile Loreille z Armed Forces DNA Identification Laboratory w Rockville w stanie Maryland, która na codzień identyfikuje szczątki amerykańskich żołnierzy poległych w wojnie koreańskiej, użyła nowej metody aby wyodrębnić DNA mitochondrialne.
- Teraz potrzebowałam tylko jakichś krewnych, aby porównać materiał - mówi. Ale gdy genealog kryminalistyczny prof. Colleen Fitzpatrick znalazła 16 członków rodzin ofiar katastrofy, okazało się, że żaden z ich genotypów nie pasuje do DNA ze zmumifikowanej ręki.
Przełomu dokonał Edward Robinson z uniwersytetu George'a Washingtona. Podjął on szereg prób, aby odwrócić proces mumifikacji i sprawić, aby ręka z powrotem przypominała normalną tkankę. Gdy w końcu mu się udało, przy użyciu odpowiednich barwników zdjął odciski palców. 6 sierpnia 2007 roku odciski zostały porównane z odciskami zgromadzonymi w narodowym Centrum Morskim w Arlington w stanie Virginia. Tam znaleziono takie same odciski. Okazało się, że ręka należała do Francisa Josepha Van Zandta, 36-letniego marynarza z Roanoke w stanie Virginia. 60 lat temu Van Zandt zginął w czasie katastrofy. Dodatkowe badanie DNA pobranego od jego bratanka potwierdziły wynik. h.k.