Z pokolenia w pokolenie każde wasze dziecko płci męskiej, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane” – głosi biblijna Księga Rodzaju. Nakaz ten wydał Abrahamowi sam Bóg, więc żaden Żyd nie odważył się go złamać. Podlegały mu wszystkie noworodki. Także Jezus. Informację, że założyciel chrześcijaństwa był obrzezany, potwierdza ewangelista Łukasz: „Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł”.

Pierwsi chrześcijanie przyjmowali to bez emocji, jako naturalną kolej rzeczy. Głośny spór między św. Piotrem (który twierdził, że skoro obrzezanie jest znakiem przymierza człowieka z Bogiem, to powinni mu podlegać również wyznawcy Chrystusa) i św. Pawłem (uważającym, że nie jest to niezbędne), zakończył się zwycięstwem tego drugiego. Problem został rozwiązany, temat przestał budzić zainteresowanie. Do czasu, gdy ktoś zainteresował się losem napletka Zbawiciela.

Najcenniejsza z cennych

Żydowska tradycja i religia zobowiązują do poszanowania każdej części ludzkiego ciała. Odcięty napletek umieszcza się w wypełnionym piaskiem pudełku i zakopuje w ziemi. Zapewne w taki sam sposób potraktowano fragment przyrodzenia Jezusa. Gdyby tak się stało, mogłaby to być jedyna część jego ciała, która pozostała na Ziemi – czyli relikwia najcenniejsza z cennych! Na przełomie V i VI wieku krążyło o niej już tyle ekscytujących opowieści, że trafiły do apokryfów – tekstów religijnych opisujących życie Jezusa, których Kościół nie uznał za wiarygodne i nie włączył do Nowego Testamentu. Najobszerniej dalsze losy boskiego napletka relacjonowała tzw. Arabska Ewangelia Dzieciństwa. Spisano ją w starym języku syryjskim, ale przetrwało jedynie tłumaczenie na arabski i stąd ta dziwna nazwa. Według niej Jezusa obrzezano ósmego dnia w grocie pod Betlejem, lecz odcięty wówczas fałd skórny zabrała pewna stara kobieta, włożyła do alabastrowej szkatułki i starannie ukryła. Przed śmiercią przekazała ją synowi, mówiąc, że jest to ta sama szkatułka, z której nierządnica Maria Magdalena zaczerpnęła wonnego olejku, by namaścić stopy Jezusowi. Zobowiązała spadkobiercę, by pod żadnym pozorem – nawet gdyby oferowano mu nie trzydzieści (jak Judaszowi), lecz trzysta srebrników – nie sprzedał tego skarbu. Syn nie spełnił ostatniej woli matki. Był aptekarzem, w interesach coś poszło nie tak, więc puzderko spieniężył. Według innej wersji zwrócił je Marii Magdalenie, która wywiozła je z Palestyny. Relikwia zniknęła, ale powszechnie wierzono, że istnieje i trzeba jej szukać. Wiara w tamtych czasach czyniła cuda jeszcze częściej niż dziś, więc zguba się odnalazła. I to w kilku egzemplarzach.