Na początku lipca do lekarza pierwszego kontaktu w Aleksandrowie Kujawskim zgłasza się 19-letni Cygan z objawami grypy. Szczegółowe badania wskazują na wirus A/H1N1. Świńska grypa! Ale chłopak nie chce się leczyć. Na własne życzenie wychodzi ze szpitala i zapowiada, że wybiera się do Glinojecka na Światowy Festiwal Kultury Romskiej. Apele lekarzy, aby pozostał w domu, nie skutkują. W Aleksandrowie zbiera się sztab kryzysowy, sanepid zakazuje choremu opuszczanie domu, grozi grzywną i dozorem policyjnym. Interweniuje u króla Cyganów – jedynej osoby, która może zatrzymać chłopca w domu. Media szaleją. Konflikt na tle kulturowym może zamienić się w epidemię.

W tym samym czasie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) informuje, że pandemia grypy A/H1N1 jest „nie do powstrzymania”. Wirus rozprzestrzenia się najszybciej w historii, a „zgłaszanie każdego przypadku to ogromne marnotrawstwo środków”. Krajowe służby sanitarne mają obowiązek informować wyłącznie o nietypowych przypadkach. Skąd więc to zamieszanie? „Sprawy pewnie by nie było, gdyby chłopiec nie był Romem” – komentuje Jan Bonder z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. „W przypadku świńskiej grypy nie ma obowiązku hospitalizacji. Nie ma w tym nic dziwnego, że chory na własną prośbę wychodzi ze szpitala” – dodaje. Ostatecznie chłopiec został w domu, bo namówił go do tego Don Wasyl, gwiazda romskiej muzyki.

Strach przed skalaniem

Romowie z natury niechętnie słuchają lekarzy, bo uważają ich za... nieczystych. W 1981 r. przekonał się o tym Jan Cibuła, główny kandydat na prezydenta International Romani Union, organizacji reprezentującej Romów na arenie międzynarodowej. W kuluarach obrzydzenie budził fakt, że jest lekarzem. Wystarczyło podejrzenie, że bada kobiety i Cibuła przepadł w głosowaniu.

Rom musi żyć zgodnie z zasadami Romanipenu – romskiego prawa zwyczajowego. Reguluje on wszystkie sfery życia – normy zachowania, ubioru, jedzenia, doboru małżonków i ich wzajemne relacje. Dzięki niemu wiadomo, z kim można usiąść do stołu i jak prawidłowo przygotowywać posiłki. Cygańskość powinna być manifestowana na każdym kroku. Równie ważne jest przestrzeganie zasad czystości, które kompletnie różnią się od naszych.

Wyrzucenie zasmarkanej chusteczki na ulicę to dla nas brak kultury, dla Roma skandaliczne jest schowanie jej do kieszeni. Tak samo jak załatwianie się w domowej toalecie tuż za cienkimi drzwiami. Szczytem niechlujstwa jest mycie się w wannie, w której woda obmywa górne i dolne części ciała naraz. Higiena u Romów ma znaczenie rytualne.

Nie można stykać się z tym, co budzi kulturowy niesmak. A wywołuje go przede wszystkim ciało – od pasa w dół i wszelkie jego wydzieliny. Groźna jest krew, paznokieć, a nawet włos. Nieczyści są wszyscy, którzy mają z nimi kontakt. Kto nie przestrzega zasad, staje się skalany (megardo). Ten nie może podać nikomu ręki, siadać z innymi do stołu, dostaje oddzielne naczynia i jest traktowany jak trędowaty.

Najsilniejsze właściwości kalające ma jednak kobieta. Wszystko, czego dotknie nogą czy butem, staje się nieczyste. Długie spódnice Cyganek mają chronić żywność i mężczyzn. Równie groźne są przewinienia naruszające spoistość grupy. Donosicielstwo lub odwoływanie się w wewnętrznych sporach do interwencji policji i sądów grozi dożywotnim wykluczeniem z grupy, bez możliwości powrotu.

Romowie nigdy nie mieli swojego państwa, hymnu, flagi ani wspólnej religii. Byli więc pozbawieni zasadniczych elementów, integrujących naród. Mieli za to Romanipen – jesteś Cyganem, jeśli przestrzegasz jego zasad. Przez 1000 lat kodeks pozwolił Romom zachować tożsamość, dziś często utrudnia im przetrwanie. Podział świata na dwie sfery: czystą (uźo) oraz nieczystą (marime) utrudnia dostęp do wielu zawodów. Rom nie może wykonywać prac porządkowych, zawodów medycznych ani prawniczych. Według danych UNICEF z 2005 roku – 84% Romów w Bułgarii, 88% w Rumunii i 91% na Węgrzech żyje poniżej granicy ubóstwa.

Ponieważ większość Romów żyje w ubóstwie, zaczęto powszechnie uznawać to za element cygańskiego stylu życia. Stworzono więc „parasol ochronny”, oddzielając romskie dzieci od gadziów (nie-Cyganów). Efekt? Jedna czwarta Romów to analfabeci. Studia kończy mniej niż 1% (0,46% w Bułgarii, 0,2% na Węgrzech, 0,31% w Rumunii).

Co drugie romskie dziecko uczy się w szkole dla upośledzonych umysłowo. Reszta ląduje często w klasach gettach, w których skupia się kilka roczników. To inicjatywa oddolna, dyrektorzy szkół uważają romskie dzieci za mniej zdolne i słabiej rozwinięte (głównie dlatego, że osiągają niskie wyniki z testów w języku narodowym, który po prostu słabo znają). Zdaniem Victorii Mohacsi, węgierskiej eurodeputowanej romskiego pochodzenia, właśnie w szkołach zaczyna się izolacja Romów. Z sondażu przeprowadzonego na Węgrzech wynika, że 94% rodziców nie chce, by ich dziecko siedziało w ławce obok Cygana.

„Oni nie muszą stanowić realnego zagrożenia – konkurować o zasoby, terytorium, władzę lub status. Wyznają odmienne wartości i prowadzą inny tryb życia, dlatego stanowią symboliczne zagrożenie dla naszej kultury i porządku społecznego” – mówi „Focusowi” dr Małgorzta Kossakowska, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. „Spójne i wyraziste grupy postrzegamy jako byty obdarzone ludzkimi cechami: zamiarami, chęcią i wolą. Jej przedstawiciele są tacy sami, wszyscy, bez wyjątku” – dodaje. Ludzie jednoczą się z grupą, do której przynależą, a wobec obcych mają skłonność do ujednolicania. Dlatego Żydzi chcą zapanować nad światem, Murzyni są leniwi, a Cyganie niszczą społeczny ład.

To skutek naszego sposobu porządkowania rzeczywistości. W procesie myślenia posługujemy się zwykle „prawem najmniejszego wysiłku”. Rzeczywistość poznajemy na podstawie pozornych cech, a następnie tworzymy proste przekonania. Obcym automatycznie przypisujemy wszystkie właściwości grupy, do której należą. Rodzi się stereotyp, który staje się impulsem do uprzedzenia.

Po serii artykułów „Dziennika” minister Katarzyna Hall zapowiedziała likwidację klas romskich w ciągu dwóch lat. Obiecała też, że zajmie się likwidacją masowego zsyłania romskich dzieci do szkół specjalnych.