Tym, jak wielki zastrzyk  samodzielności może dać pobycie z sobą „sam na sam”, przekonałam się na własnej skórze cztery lata temu, gdy mój przyszły mąż Michał wyjechał na prawie roczne stypendium doktoranckie do Tybingi. Zostałam sama w świeżo wybudowanym i częściowo wykończonym domu na wsi, z samochodem, który ledwo umiałam prowadzić, nie mówiąc o zatankowaniu czy dolaniu płynu do spryskiwaczy. Gdy pierwszy raz po powrocie wieczorem z pracy do domu odkryłam, że wyłączono prąd, wpadłam w histerię, nie mogłam nawet przypomnieć sobie, gdzie i czy w ogóle mam w domu świece i zapałki (pobiegłam po nie do sąsiadów).

Ale z czasem nauczyłam się radzić sobie sama: nie tylko bez paniki siedziałam przy świecach, ale rozpalałam kominek oraz znalazłam fachowca, który postawił ogrodzenie (od razu poczułam się bezpieczniej). Bez problemu odkopywałam rano samochód ze śniegu. Zaczęłam też na nowo odkrywać, jak fajnie jest spędzić noc na oglądaniu filmów u przyjaciółki i regularnie wpadać na kawę do sąsiadów, których wcześniej znaliśmy z Michałem tylko z widzenia. Przeczytałam masę ciekawych książek, a do prowadzenia auta tak się przyzwyczaiłam, że po powrocie Michał długo nie mógł doprosić się kluczyków.

Z perspektywy czasu oceniam ten samotny rok jako dobry  dla mnie. Ale wtedy samotność bardzo mi dokuczała. „To uczucie bardzo przypomina cierpienie” – pociesza Ewa Mielniczuk-Staniaszek, psycholog i filozof, psychoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem. Gdy odczuwamy samotność, w mózgu zachodzą takie same procesy jak wtedy, gdy coś nas boli. Główną rolę odgrywa tu kortyzol, czyli hormon stresu wydzielany przez korę nadnerczy. I choć kortyzol ma raczej złą sławę, bo kojarzy się z ryzykiem licznych schorzeń, takich jak chociażby depresja czy otyłość, to równocześnie pomaga radzić sobie z samotnością i przygnębieniem. Pisali o tym w „Proceedings of the National Academy of Science” amerykańscy i niemieccy naukowcy, pracujący pod kierunkiem dr Emmy K. Adam. Badali 156 osób z różnych grup społecznych, przez trzy kolejne dni mierząc poziom kortyzolu w próbkach śl iny, pobieranych o różnych porach.

Ponadto każdego wieczoru pacjenci opisywali w pamiętniku uczucia i emocje towarzyszące im w ciągu dnia. Okazało się, że osoby, które kładły się spać samotnie lub w stanie przygnębienia, miały podwyższony poziom kortyzolu po przebudzeniu się następnego ranka. Jak komentuje dr Adam, to wcale nie musi być negatywne zjawisko. „Krótkotrwały wzrost poziomu tego hormonu ma za zadanie pomóc organizmowi przystosować się do stresu i odpowiednio na niego zareagować. Jeśli kładziesz się do łóżka samotny i przygnębiony, nagły skok poziomu hormonu stresu o poranku daje energię potrzebną do tego, by radzić sobie z codziennymi problemami i negatywnymi doświadczeniami, takimi jak samotność” – mówi badaczka.