Zaczęło się od psa. Rzucił się do zbiornika wodnego, trzymając wszystkie cztery łapy w idealnie wyprostowanej pozycji. Ludzie, którzy to dostrzegli, rzucili mu się na ratunek i wyciągnęli go na brzeg. Gdy tylko zwierzę wypoczęło i zostało wypuszczone, ponownie pośpieszyło ku zbiornikowi. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie. W końcu psu udało się skoczyć i trzymać głowę pod wodą na tyle długo, że gdy po raz kolejny wyciągnięto go na brzeg, był już martwy. Historia, którą w 1845 roku zamieścił brytyjski tygodnik „The Illustrated London News”, wywołało falę publikacji o samobójstwach zwierząt. XIX-wieczna prasa donosiła o kaczce, która utonęła po śmierci jej partnera; o kotce, która powiesiła się na gałęzi po utracie potomstwa; o koniu, który skoczył do kanału po latach złego traktowania przez właściciela; o psach, które zagłodziły się na śmierć, leżąc na grobach swoich panów.

Historie te wyszperali i przypomnieli w 2010 roku naukowemu światu dwaj brytyjscy badacze: Edmund Ramsden z Uniwersytetu Exeter oraz Duncan Wilson z Uniwersytetu Manchester. Ich publikacja w czasopiśmie „Endevour” odbiła się szerokim echem. Przypomniała uczonym i dziennikarzem, że zagadka samobójstw zwierząt wciąż budzi dyskusje. Czy rzeczywiście istoty inne niż człowiek potrafią świadomie zakończyć swoje życie?

 

Zjedz mnie, synku

 

Od XIX przybyło oczywiście przykładów takich zachowań. I dotyczą one nie tylko zwierząt z wysoce rozwiniętym układem nerwowym. Na przykład odkryto, że w koloniach brazylijskich mrówek Forelius pussilus co wieczór kilka robotnic pozostaje poza gniazdem, by zamknąć wejścia do niego. Potem same już nie mogą wejść i nocą giną. Tym samym więc popełniają samobójstwo dla dobra reszty kolonii.

Japońskie pająki Cheiracanthium japonicum poświęcają się z kolei dla swoich dzieci. Matka pozwala, by potomstwo pożarło ją przed wypuszczeniem się w świat. Podobnie zachowują się samice motyli z rodziny koszówkowatych (Psychidae). Nie mają ani skrzydeł, ani nóg, niczym się nie odżywiają, a całe życie spędzają w kokonie. Tam są zapładniane i tam składają jaja. Gdy dzieci się wyklują, zjadają martwe ciało matki. Przebić ją może chyba tylko samica chrząszcza Micromalthus debilis. Jej jedyny syn przyczepia się do matki na kilka dni. Ta pozwala, by po upływie tego czasu, potomek włożył głowę do jej otworu genitalnego i... pożarł ją żywcem.

Ba, niedawno odkryto, że samobójstwo potrafią popełnić nawet organizmy jednokomórkowe. E. coli – bakteria, która w dużych masach żyje w naszym jelicie i czasem potrafi stać się groźna dla zdrowia – często tworzy warstewki zwane biofilmami. Komórki łączące się w takie błonki lepiej radzą sobie z atakami wirusów czy antybiotyków. Gdy bakteriom złączonym w biofilmie grozi niebezpieczeństwo, część z nich napełnia swe komórki toksyną. Puchną od niej, a potem nagle eksplodują, rozrzucając truciznę dookoła. Pozostałe bakterie już zawczasu produkują środki neutralizujące toksynę. Samobójstwo kilku E. coli niszczy więc wrogów biofilmu, a pozostawia przy życiu jego mieszkańców.

U drożdży podobny proces zaobserwowano w czasach głodu. Część tych jednokomórkowych grzybów zabija się, rozpadając się na kawałki i tym samym dostarczając pożywienia innym. Ba, nawet w ludzkich organizmie pojedyncze komórki potrafią się zabić. Robią to choćby te, które u płodu budują błony między palcami. Zanim człowiek się narodzi, komórki giną, dzięki czemu noworodek ma już palce niepołączone żadnymi płetwami.

Ludzkie komórki mogą też popełniać samobójstwo, gdy niebezpiecznie zmutują lub zostaną zaatakowane przez groźne zarazki. Giną, ale tak, by nie uwolniły się z nich szkodliwe enzymy.

 

Rozpacz kontra delirium

 

Naukowcy oczywiście nie szczędzą wysiłków, by znaleźć racjonalne wytłumaczenia dla tych samobójstw. Komórki ludzkie zabijają się przecież, by chronić inne komórki z takim samym DNA. Popełniając samobójstwo, wspierają więc kopie swoich genów. To samo można powiedzieć o bakteriach czy drożdżach – na ich śmierci skorzystają ich najbliżsi krewni, czasem nawet klony. W przypadku chrząszczy, motyli i pająków matka ginie, by pomóc swoim dzieciom. Naukowcy udowodnili nawet, że potomstwo, które zjadło swoją rodzicielkę, było większe i miało więcej szans na przetrwanie. Mrówki z kolei swoim samobójstwem ratują najbliższe siostry. Także i one zatem wspierają przetrwanie kopii własnych genów.

Trudniej wytłumaczyć przypadki samobójstw psów, kotów i koni opisywane w dziewiętnastowiecznej prasie. Część naukowców przyjmowała je z entuzjazmem. Królewskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt ogłosiło, że zwierzęta mają takie same jak ludzie zdolności do smutku, miłości i rozpaczy oraz posiadają dość inteligencji, by zaplanować i wykonać własną śmierć. Poglądy te wsparł szkocki psychiatra, William Lauder Lindsay, który zebrał 25 przykładów samobójstw u zwierząt. Stwierdził, że ich przyczyny były takie same jak u ludzi: wiek, rozpacz, smutek, zazdrość, niewola, okrucieństwo, szaleństwo czy nawet zwykłe znudzenie. Inny psychiatra, Henry Maudsley, całkowicie się nie zgadzał z Lindsayem. O kotce, która się powiesiła, bo jej kociaki utonęły, napisał „Jest całkiem możliwe, że zwierzę w stanie podniecenia czy delirium z bólu lub choroby może podjąć szalony bieg, który kończy się śmiercią”, co jego zdaniem było czymś całkowicie odmiennym od zaplanowanego samobójstwa.

Dziś więcej osób wspiera poglądy Maudsleya. "Zwierzęta nie popełniają samobójstw" – powiedziała w 2010 roku rzeczniczka Szkockiego Towarzystwa na rzecz Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt. Komentowała w ten sposób doniesienia o moście, z którego podobno regularnie skakały psy, by się zabić. – "To tylko pokazuje potrzebę, by właściciele psów trzymali je pod kontrolą" – dodała.

Inni wskazują, że nie wiemy nawet, na ile zwierzęta mają świadomość własnego „ja”. Dopiero, gdybyśmy tego się dowiedzieli, moglibyśmy zastanawiać się nad ich samobójstwami. Dlatego póki co mówienie o świadomym odbieraniu sobie życia przez zwierzęta jest poglądem zdecydowanie na wyrost. 

 

Mit o skorpionie

 

To idea powtarzana tak często, że weszła do kanonu popularnej wiedzy. Skorpion, otoczony przez ogień, miał popełniać samobójstwo poprzez wbicie sobie swojego kolca jadowego. Niezależnie jak pięknie i romantycznie to brzmi, jest nieprawdą. Wysoka temperatura po prostu obniża koordynację mięśni zwierzęcia. Pod jej wpływem wali on dziko wokół siebie ogonem. I rzeczywiście, może w tym czasie sam siebie użądlić. Tyle że generalnie jest odporny na swoją własną toksynę. Nie może więc siebie zabić. No, chyba, że wstrzyknąłby ją sobie prosto w mózg. To się jednak raczej nie zdarza.