Kanalizowanie kolonializmu

Wszystkie te śmiałe deklaracje mają korzenie już w XIX w. Zapoczątkował je niejaki Dayanand Saraswati (1824–1883). Rozdarty między nienawiścią do „obcych” (szczególnie muzułmanów i chrześcijańskich władców) a zazdrością wobec ich osiągnięć (np. w sferze technologii) stwierdził, że wszystko, co podobało mu się w innych cywilizacjach (od organizacji społecznej po proch strzelniczy), Indie miały już w starożytności! A zatem odpowiedzialność za powstawanie takich falsyfikatów ponosi głównie brytyjska kolonialna propaganda, która wmawiała indyjskim poddanym, że ich cywilizacja nie wytworzyła niczego naukowo wartościowego, że ich kultura jest jedynie „duchowa”. Była to oczywiście nieprawda. Starożytna indyjska nauka ma na koncie liczne osiągnięcia, m.in. właśnie na polu matematyki. Jednak niektórzy Indusi zostali do tego stopnia zgnębieni przez kolonialną retorykę, że do odbudowania poczucia wartości nie wystarczyły im wielkie zdobycze własnej cywilizacji. Musieli sięgać po cudze. „Channeling” moglibyśmy więc z przymrużeniem oka przełożyć także jako „kanalizowanie” – kanalizowanie kolonialnego kompleksu.

Brytyjczycy odeszli, kompleksy zostały. Poglądy Saraswatiego są bowiem nadal bardzo popularne wśród hinduskich radykałów. Za propagowaniem takich „odkryć” stoją nie pojedyncze osoby, ale całe organizacje i środowiska. Jest to zatem część szerszego projektu, mającego na celu gloryfikację indyjskiej przeszłości. Dość powiedzieć, że pewna sprzyjająca hinduskim radykałom partia wprowadziła nauczanie „wedyjskiej matematyki” do szkół (chociaż wkrótce je wycofano). W ostatnich dekadach częściej niż przed laty próbuje się dzieje kraju „napisać od nowa”. Istnieją „instytuty”, produkujące taśmowo listę historycznych rewelacji. Dowodzi się także, że indyjska cywilizacja jest dużo starsza i że najeźdźcy muzułmańscy odpowiedzialni są za wszelkie zło na subkontynencie (przed ich przybyciem dawne hinduskie królestwa miały władać całym światem, a w ich granicach panowały demokracja i powszechny dobrobyt).

Poza przekłamywaniem historii i wypaczaniem sensu tradycyjnych tekstów takie działanie ma jeszcze jeden destrukcyjny efekt. Po co radykałowie tak usilnie podkradają odkrycia obcych kultur? Czyżby uważali własne za mniej wartościowe? Błędne koło postkolonialnych kompleksów powoduje, że najwięksi krytycy obcych władców w rzeczywistości okazują się ich największymi admiratorami, niezdolnymi do wyzwolenia się od podziwu dla ich osiągnięć. I to jest właśnie najsmutniejszy rezultat popularności takich „odkryć”. Wymuszone poszukiwania cudów starożytności powodują odsuwanie w cień faktycznych dokonań indyjskiej cywilizacji, które tak naprawdę są nie mniej fascynujące niż treść „Wajmanika-śastry”.