Zawsze na początku jest materiał dowodowy. Albo ślady zostawione przez sprawcę, albo szczątki czyjegoś ciała. Bardzo rzadko zdarza się, że znajdujemy jedno i drugie w tym samym miejscu. Musimy więc przeanalizować znaleziska i wyciągnąć wnioski. Kto i w jaki sposób zostawił ślady? Czyje zwłoki odkryliśmy i jaka była przyczyna zgonu? Potem próbujemy powiązać jedno z drugim, a czasem i z trzecim, by rozwikłać zagadkę.


Brzmi znajomo, prawda? Każdy miłośnik kryminałów – czy to książkowych, czy filmowych – od razu pomyśli o pracy detektywów i kryminologów. Jednak w tym przypadku mówimy o zagadkach z bardzo odległej przeszłości, z którymi zmagają się paleontolodzy. Z ich pracą może zaznajomić się każdy, kto odwiedzi światowej sławy wystawę „Fossil Art”, która – pod patronatem m.in. „Focusa” – będzie gościć w Warszawie w marcu i kwietniu tego roku.

KREWETKOWA DŻUNGLA

Przedziwna plątanina widoczna na tym eksponacie została odkryta we Włoszech, choć podobne znaleziska trafiają się też i u nas. Z początku uczeni popełnili ten sam błąd, co w przypadku śladów trylobitów – uznali, że mają do czynienia ze skamieniałą roślinnością. Mamy już jednak pewność, że było inaczej. W kilku przypadkach zdarzyło się bowiem, że wewnątrz takiego tworu odnaleziono wylinkę skorupiaka zaliczanego do triasowych raków dziesięcionogich (wyglądem przypominających dzisiejsze krewetki). Plątanina jest więc odlewem korytarzy drążonych przez te zwierzęta w dnie morskim, w których chowały się one przed drapieżnikami i na czas odpływu. Podobne systemy tuneli można spotkać i dziś – ciekawscy badacze wykonali ich plastikowe odlewy i otrzymali struktury do złudzenia przypominające skamieniałości. Korytarze mogą mieć różny kształt, ale z reguły widać w nich poziome części „mieszkalne” z pionowymi kominami, prowadzącymi na inne kondygnacje lub na powierzchnię.

DO GÓRY NOGAMI


Człowiek, któremu zawdzięczamy powstanie tej wystawy, jest modelowym przykładem „paleodetektywa” – uczonego łączącego paleontologię z pasją godną Sherlocka Holmesa. To prof. Adolf Seilacher z Universität Tübingen, laureat prestiżowej Nagrody Crafoorda – odpowiednika Nobla w dziedzinie nauk o Ziemi. Przyznano mu ją w 1992 r. m.in. za wyjątkowo błyskotliwe odkrycie, które – także dosłownie – postawiło na głowie naszą wiedzę na temat początków życia na Ziemi.

Chodzi tu o przedział czasu zwany prekambrem, czyli to, co działo się na Ziemi od jej powstania ok. 4,5 mld lat temu do masowego pojawienia się pierwszych zwierząt w kambrze 543 mln lat temu. Znaleziska prekambryjskie były znane już w XIX wieku, ale wówczas nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie są wiekowe. Bomba wybuchła w 1947 r., gdy geolog Reginald C. Sprigg odkrył w australijskich piaskowcach z Ediacara skamieniałości dziwacznych stworzeń i stwierdził, że musiały one żyć na Ziemi przed okresem kambryjskim. Uczeni zaczęli analizować te znaleziska i odtwarzać wygląd pradawnych organizmów.

Jednak ówczesne podejście miało jedną poważną wadę. Otóż paleontolodzy założyli, że tzw. fauna z Ediacara to odlegli przodkowie współcześnie żyjących zwierząt. Prekambryjskie znaleziska wydawały im się podobne do pierścienic, meduz czy koralowców, więc rekonstruowali je na wzór i podobieństwo tych stworzeń. Wiele szczegółów się nie zgadzało, ale nikt się tym specjalnie nie przejmował.

A przynajmniej nikt poza prof. Seilacherem. W latach 90. XX wieku uczony stwierdził, że fauna z Ediacara wcale nie była fauną. Dziwaczne stworzenia nie miały nic wspólnego ze współczesnymi zwierzętami i roślinami. Wystarczyło odwrócić ich szczątki o 180 stopni – a więc spojrzeć na skamieniałości „do góry nogami” – by przekonać się, że to, co wydawało się np. robakiem z okrągłą głową, było unoszącym się w wodzie „drzewkiem” przyczepionym do dna przyssawką. To, co wyglądało na pływającą meduzę, było leżącym na dnie morza „materacykiem”. Budowa tych stworzeń była bardzo prosta – prawdopodobnie nie były nawet wielokomórkowe, lecz tworzyły tzw. syncytia, czyli twory będące jedną wielką komórką zawierającą liczne jądra (w podobny sposób zbudowane są dziś włókna mięśni poprzecznie prążkowanych).