Równości płci nie było nigdy i nigdzie. W wielu kulturach kobiety szanowano, opiewano, doceniano, ale pomysł, by przyznać im takie same prawa jak mężczyznom, uważano za herezję i absurd. Ta dyskryminacja, przynajmniej na początku, nie wynikała z paskudnego męskiego charakteru, lecz z głębokiego przekonania, że taki właśnie jest porządek świata. Uzasadniała ją biologia, religia i nauka. W efekcie pogląd, według którego jedna płeć musi się podporządkować drugiej, tak się zakorzenił, że - chociaż przybywało podważających go - argumentów, przetrwał do naszych czasów. Tylko w państwach demokratycznych obowiązuje konstytucyjny zakaz dyskryminacji ze względu na płeć. Dla setek milionów kobiet z innych regionów świata to wciąż nieosiągalne marzenie.

Mężczyzna sieje, kobieta rodzi

Kobiety są od mężczyzn niższe średnio o 10 centymetrów, ważą o 20 proc. mniej. Tam, gdzie w grę wchodzi siła fizyczna, stoją więc na z góry przegranych pozycjach. Ale to nie zwykła przemoc była główną przyczyną hierarchizacji płci. Dopiero w pierwszej połowie XIX wieku poznano mechanizm zapłodnienia polegający na połączeniu plemnika i komórki jajowej. Do tego czasu obowiązywał wsparty autorytetem Arystotelsa pogląd, że kobieta, jak ziemia, jedynie rodzi, natomiast nasiona „wytwarza” i sieje mężczyzna. On więc był przekazicielem tego, co najcenniejsze – życia. Miało to ogromne znaczenie dla postrzegania obu płci, gdyż oznaczało, że nie są sobie równe.

W średniowieczu popularność zdobyła teoria o istnieniu miniaturowych ludzików ukrytych w nasieniu. Te – jak je nazywano homunkulusy – miały wszystkie cechy człowieka. Organizm matki dostarczał im pożywienia, więc pełnił wyłącznie funkcję usługową. O odkryciach XIX-wiecznych naukowców dowiadywali się lekarze i elity, ale tej wiedzy nie przekazywano zwykłym ludziom, bo o sprawach związanych z prokreacją nie wypadało głośno mówić. W świecie islamu, w miliardowych Indiach i większości krajów afrykańskich wciąż nie wypada. Przeświadczenie o naturalnej niższości kobiet ciągle tam trwa.

Jego skutek to rygorystyczna kontrola ich zachowania i kult dziewictwa. Mężczyźni bronili się w ten sposób przed „posianiem na ich glebie” obcego ziarna. Ojcowie pilnowali córek, mężowie żon. Lista zakazów nieustannie się wydłużała. Nikogo to nie oburzało, gdyż kobietę – podobnie jak ziemię – uważano za własność gospodarza. W rezultacie zacierała się granica między tym, co faktycznie chroniło przed wniesieniem do rodziny obcego dziecka, a szykanami, które całkowicie ubezwłasnowolniały kobietę.