NKWD wkracza do akcji

Sprawa odżyła zaledwie po roku. W kwietniu 1946 r. do Berlina zostaje skierowana ekipa śledcza NKWD. Szef tajnej policji Ławrentij Beria wiedział doskonale o wątpliwościach Stalina i niedociągnięciach śledztwa Smiersz. Postanowił to wykorzystać, by zagarnąć laury po rozwiązaniu zagadki śmierci Hitlera. Ekipą Berii kierował naczelnik 1. Oddziału Operacyjnego NKWD pułkownik Arkadij Kłausin. Na czele towarzyszącego jej zespołu ekspertów i naukowców stanął Piotr Semienowski – wysokiej klasy fachowiec w dziedzinie medycyny sądowej, gruntownie wykształcony na przedwojennych niemieckich uniwersytetach. Smiersz od początku rzucał NKWD kłody pod nogi, skutecznie blokując ekshumację szczątków przebadanych przez Szkarawskiego. Niezrażony Kłausin działał metodycznie i z olbrzymim rozmachem.

Pułkownik przesłuchał ponad 50 osób, osadzonych w sowieckich więzieniach i obozach, które miały kontakt z Hitlerem w ostatnich dniach przed upadkiem bunkra. Kazał ponownie umeblować podziemny apartament wodza. Sprowadził to, co zostało z oryginalnego wyposażenia, a w przypadkach gdy nie było to możliwe, zamówił identyczne sprzęty. Z udziałem świadków urządził kilka rekonstrukcji zdarzeń z 29 kwietnia 1945 r. Ponownie przeszukano lej bombowy, z którego Smiersz wydobył domniemane zwłoki Hitlera i Braun. Już pierwszego dnia pod cienką warstwą ziemi enkawudziści znaleźli fragment czaszki z otworem wylotowym po kuli i kawałki ludzkiej szczęki.

Wiktor Tiszyn, asystent Semienowskiego, w wywiadzie udzielonym w połowie lat 90. magazynowi „Ogoniok” mówił: „Zastanawialiśmy się, czy mogą to być szczątki Hitlera, skoro już jednego Führera z tego leja wyciągnięto. »Czyli to, co Smiersz wyjął, to nie tylko bez nogi, ale i bez głowy?« – pytał reporter tygodnika. – Wydaje się to nieprawdopodobne – odpowiadał Tiszyn – ale świadkowie powiedzieli nam, jak to się odbywało w maju 1945 r.”. Raport Semienowskiego był dla Smiersza miażdżący. Pisał: „Ekshumacja została przeprowadzona chaotycznie.(...) Podczas identyfikacji zaniechano podstawowych badań. Nie zostały przebadane kości, zmiany aorty na obecność cyjanku (…). Wobec bardzo poważnych zaniedbań wnioski komisji z 1945 r. można traktować jedynie w kategoriach hipotezy”. Semienowski, nie mając ciał, dysponował wiele skromniejszym materiałem dowodowym niż Szkarawski. Jego wnioski były też znacznie ostrożniejsze i bardziej wyważone. Raport NKWD stwierdzał, że znaleziony fragment czaszki należy do mężczyzny między pięćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia, zaś zwłoki po śmierci zostały częściowo spalone. Krew zabezpieczona na obiciu sofy, na której Hitler miał strzelić sobie w skroń, ma tę samą grupę, co krew Führera. Jednak czaszka nosi bez wątpienia ślad strzału oddanego nie w skroń, jak twierdzą świadkowie – Linge i Gunsche, lecz w podbródek lub usta.