Dyplom prestiżowej uczelni jest pożądany, ale już nie wystarczy. Uczyć bowiem trzeba się cały czas. Podstawa to znajomość języków, najnowszych technologii i umiejętność łączenia wiedzy z kilku dziedzin. Świetne predyspozycje psychiczne: adaptowanie się do nowych warunków, odporność na zmiany i współpraca z różnymi kulturami. A na dodatek, w związku z niepewną sytuacją na rynku, umiejętność spokojnego życia w sytuacji ciągłego zagrożenia. Jeśli połączymy te zdolności, będziemy mieć w przyszłości pracę.

Takie prognozy przynosi m.in. opracowanie opublikowane przez amerykański Institute for the Future. Okazuje się, że wymienione w nim „talenty przyszłości” w dużym stopniu dotyczą też polskich pracowników. Prognozie uważnie powinni się przyjrzeć szczególnie młodzi. Z danych Eurostatu wynika, że co czwarty przedstawiciel tej grupy (chodzi o osoby do  25. roku życia) jest bezrobotny. A to ci ludzie w 2020 roku będą stanowić kluczowe pokolenie na rynku pracy. Wielu o konieczności posiadania „umiejętności przyszłości” przekonuje się już dziś.

Piotr był grafikiem w jednej z ogólnopolskich gazet. Gdy stracił pracę (firma wprowadziła nowy system i nie potrzebowała już tylu pracowników graficznych), stanął na rozdrożu. Pieniądze z odprawy zainwestował w naukę programów, za dodatkowy kredyt kupił potrzebny sprzęt. Dziś razem z kolegą prowadzi firmę tworzącą aplikacje na tablety dla zachodnich firm. Niedawno współpracę zaproponowali im Chińczycy. „To była rewolucja, ale żałuję, że nie zdecydowałem się wcześniej. Po prostu się bałem, a życie samo zmusiło mnie do zainwestowania w siebie. Teraz ciągle zdobywam nowe umiejętności, a dodatkowo od Chińczyków nauczyłem się niesamowitej dyscypliny. Same plusy, chodź nie ukrywam, że jest ciężko” – mówi Piotr.

 

Strach przed zmianą

Umiejętność dostosowywania się do ludzi i zmieniających się warunków to konieczność. Na szczęście takie zdolności, w mniejszym lub większym stopniu, mamy wszyscy. „Po prostu musimy je mieć, żeby przeżyć. To, co nas najbardziej blokuje, to zwyczajny strach przed zmianą” – mówi Eliza Kruszewska, coach. Na szczęście można sobie z nim poradzić, choć na początku wydaje się to trudne – trzeba sobie uświadomić, że nic nie jest nam dane raz na zawsze, ani praca, ani dobre relacje z ludźmi. 

Często większy komfort życia i stabilizacja osłabiają umiejętność adaptacji – boimy się stracić to, co już mamy, narazić na porażkę i dyskomfort. Jak podkreśla Eliza Kruszewska, sami sobie fundujemy złote więzienie: wygrywa pozorny komfort, a po cichu narasta frustracja. Tymczasem im więcej działamy, tym mamy większą wiarę w siebie i tym mniej się boimy. „Ponieważ życie jest nieustającą zmianą, wystarczy przypomnieć sobie, jak dużo tych zmian już przeszliśmy. Całe mnóstwo! I zazwyczaj nie zastanawialiśmy się, jak tego dokonaliśmy i czego przy okazji dowiedzieliśmy się o sobie, świecie i innych ludziach. Jak sobie to wszystko przypomnimy, zrozumiemy, że mamy umiejętność dokonywania zmian, z której dotychczas nie zdawaliśmy sobie sprawy. A na dodatek uświadomimy sobie, że w takich sytuacjach świat okazuje się przyjazny i zazwyczaj znajdzie się ktoś, kto wyciągnie do nas pomocną dłoń” – przekonuje Kruszewska.

Adam Aduszkiewicz,  coach, podkreśla, że Polacy zrozumieli, iż rynek będzie na nich wymuszał odnajdywanie się w każdych warunkach. I w większości już teraz dobrze sobie z tym radzą. Nie dotyczy to zresztą tylko wielkich firm i korporacji. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badania wśród polskich robotników. Pytano ich, co sądzą o swoich pracodawcach. Padły dość precyzyjne odpowiedzi, że Brytyjczycy są niechlujni, mają bałagan w domu, są skąpi, ale z drugiej strony to ludzie otwarci i przyjemni. Wynik tych badań świadczy o tym, że Polakom udało się zaaklimatyzować w początkowo obcym dla nich środowisku i szybko je rozpoznać.

Specjaliści zgodnie zwracają też uwagę na fakt, że często nie dajemy sobie rady nie dlatego, że nie mamy odpowiednich umiejętności, ale dlatego, że za bardzo komplikujemy rzeczywistość. A umiejętności adaptacyjne trzeba kształcić, nie tracąc zdrowego rozsądku.