Jak na pańską siedzibę przystało, budynki leżą nad rzeką, wśród zamglonych pól, przed bramą pasą się konie, a gospodarz wita gości w XVII-wiecznym kontuszu. Trudno by szukać też drugiego takiego miejsca, gdzie świat zatrzymał się nagle w sarmackiej rzeczywistości. To zabytek skansen – wino pija się tutaj z ciężkich kielichów, majątkiem rządzą duchy dawnych właścicieli, a ludzie mają posłuch nawet u drapieżnych ptaków. Sobków to wehikuł czasu z prawdziwego zdarzenia.  

NA POCZĄTKU BYŁ SKARBIEC

W zaciemnionej komnacie całą ścianę zajmuje gigantyczne płótno. Oprawione w złoconą ramę, ma prawie cztery i pół metra długości. To obraz, który Piotr Walerski, znany kopista, namalował na podstawie szkicu Jana Matejki.

„Wojska polskie pod dowództwem nowo obranego króla Władysława IV przybyły na odsiecz Smoleńska. Wodzowie moskiewscy Prezorow, Artemij Izmaiłow, Michał Sehin oraz Niemiec Lehr składają broń, chorągwie, armaty (…). Wokoło tłum rycerstwa polskiego, w tle husaria z lasem sztandarów i widok Smoleńska” – opis sceny wisi tuż przy wejściu do sali dedykowanej Władysławowi IV. Pomieszczenie tonie w dostojnych czerwieniach, pluszach i złocie, na ścianach wiszą sztandary i broń, w tym oryginalna kopia husarska z XVII wie-ku. Wśród zabytkowych sprzętów leżą ogromne miechy zdobione rzeźbami zwierzęcych głów, kule armatnie, zbroje, dzbany i rzeźby.

Nie tylko wnętrza nawiązują do sarmackiej tradycji. Andrzej Borkowski, który w 1997 roku stał się właścicielem fortalicji, ma aparycję oraz fryzurę XVII--wiecznego polskiego szlachcica, chadza w zdobionym żupanie i z sokołem na dłoni. Dokładnie tak, jak każe tradycja. Z portretów na ścianach patrzą zaś dawni właściciele tego miejsca. 

Sobków leży w dzisiejszym województwie świętokrzyskim, niedaleko Kielc. Środkiem wsi płynie Nida, przez której bród prowadził niegdyś ważny szlak handlowy. W 1560 r. osiedlił się tu za sprawą drugiego małżeństwa Stanisław Sobek z Sulejowa, kasztelan bielecki, starosta małogoski. Jego przodkowie walczyli z Mongołami w bitwie pod Legnicą, również sam kasztelan wielce się ojczyźnie zasłużył. Starannie wykształcony, za panowania Zygmunta Augusta doczekał się stanowiska podskarbiego wielkiego koronnego, wchodząc tym samym do senatu jako minister. Jego zadaniem była kontrola finansów publicznych, strzegł także klejnotów koronnych i emitował monetę. Mniej więcej w czasie, gdy objął tę zaszczytną funkcję, uzyskał również prawo do handlu i organizowania jarmarków na swoich ziemiach. Aby obronić istotny dla interesów bród na Nidzie, w 1563 roku zaczął wznosić fortalicję, czyli – zgodnie z XVI-wiecznym nazewnictwem – niewielką warowną siedzibę mieszkalną o lokalnym znaczeniu obronnym. Właściwie najpierw powstał jedynie skarbiec, potem baszty obronne połączone murami oraz dom pański – siedziba właściciela Sobkowa. Podskarbiemu zależało na okazałości, żeby mógł zaprosić do siebie królową Bonę. Całość rozbudowali dopiero synowie Stanisława.

PRZEZ PAŁAC DO HISTORII

Do dziś właściwie nie wiadomo, czy Sobków był w swojej pierwotnej formie rzeczywiście ufortyfikowanym dworem szlacheckim, czyli fortalicją, czy też typowym zamkiem. Charakterystyczne dla sobkowskiego założenia niskie i grube mury obwodowe, do tego wzmocnione w narożnikach basztami, to typowe cechy fortalicji. Rozległe założenie ma kształt wielkiego prostokąta o wymiarach 130 na 85 metrów. Bardziej przypomina hiszpańską fortecę czy przysadzistą warownię krzyżowców niż typowy polski zamek z wysoką basztą obronną. Prawdopodobnie w centrum prostokąta stał jakiś budynek – najpierw dwór, potem barokowa willa – ale nie-wiele o nich dziś wiadomo.

Choć zabudowania przez wieki wielokrotnie przechodziły z jednych szlacheckich rąk w drugie, mieszkali tu m.in. Drohojowscy, Wielopolscy, Sarbiewscy, Myszkowscy, to sławę temu miejscu przynieśli Szaniawscy, do których Sobków należał od 1725 roku. W 1770 roku Szaniawscy zbudowali w miejscu barokowej willi dwór alkierzowy. Z czasem przebudowali go na potężny klasycystyczny pałac z portykiem opartym na toskańskich kolumnach. Powstał w ten sposób jedyny znany obiekt, łączący dwa zupełnie różne założenia, do tego z różnych czasów. Wygląda to dość niezwykle. Zwrócony fasadą na południe pałac z końca XVIII wieku otaczają bardzo niskie i rozłożyste mury obronne, których budowa rozpoczęła się ponad dwieście lat wcześniej. Założenie robi szczególnie wrażenie z lotu ptaka, tym bardziej że pałac jest dzisiaj w ruinie, mury fortalicji odrestaurowane, zaś od strony rzeki rozciąga się piękny ogród z fontanną. Klasycystyczna rezydencja została zniszczona podczas działań wojennych w latach 1914–1915.

MALOWNICZA RUINA

Tak naprawdę jednak już w XIX wieku cały kompleks zaczął podupadać. Ówcześni właściciele zaniedbywali to miejsce. Kiedy Andrzej Borkowski z Warszawy, niegdyś znany kolarz, przyjechał tu po raz pierwszy w połowie lat 90., wszystko znajdowało się w ruinie.