Te futurystyczne obiekty o nazwie Urilift to nic innego, jak toalety publiczne. Brak szaletów publicznych to duży problem wielu metropolii. Plastikowe biotoalety nie są w stanie rozwiązać tego problemu - niebieskie budki bynajmniej nie upiększają wizerunku miasta, zimą jest w nich zbyt zimno, latem – za gorąco, a do ich opróżnienia niezbędne jest przybycie specjalnego pojazdu. Rozwiązaniem tego problemu zająć się Holender Marco Schimmel, projektując coś zupełnie rewolucyjnego. Wynalazca wyszedł z założenia, że takie ustronne miejsca poszukiwane są najczęściej przez płeć męską, a zdarza się to zwłaszcza nocną porą, w czasie wędrówek od baru do baru.W takiej sytuacji na pomoc spieszyć może Urilift.  Sterowana pilotem pracownika służb oczyszczania miasta lub policji, okrągła kabinka o wysokości około 2 m wysuwa się z niepozornego włazu kanalizacyjnego o średnicy 1,3m. W kabinie znajdują się trzy pisuary, nie ma natomiast drzwi – mężczyźnie wystarczy odwrócić się plecami. Dla kobiet tego rodzaju szalety jeszcze nie powstały, chociaż stworzono projekt wersji Urilady – zamykającej się kabinki, w której mieści się jedna kobieta.

Po ponownym zapadnięciu się pod ziemię, Urilift jest automatycznie składany - jego wysokość pod powierzchnią chodnika wynosi zaledwie 1,4 m. Toaleta jest podłączona pod system kanalizacji, instalacji wodociągowej, oraz elektrycznej.  Spłukiwanie i regularne opróżnianie toalety odbywa się automatycznie. Automatycznie włącza się również oświetlenie, dezynfekcja, a nawet aromatyzacja powietrza. Kabina oświetlona jest również z zewnątrz, dzięki czemu bez problemu można ją zauważyć nawet w największych ciemnościach.

System Urilift, kosztujący około 30 tys. dolarów, jest instalowany w pobliżu postojów taksówek, stacji metro, w miejscach popularnych wśród młodzieży, a także tam, gdzie organizowane są imprezy masowe. JSL

źródło: www.urilift.com