Szukając przesłania i celów zadałem kilka pytań współpracownikowi Akademii Psychologii Przywództwa Robowi Kaiserowi z ośrodka Kaplan De Vries w Greensboro w USA. Oto fragmenty jego odpowiedzi.

 

Co się liczy we współczesnym przywództwie?

Lider ma jednoczyć ludzi wokół wspólnego celu i wspomagać ich tak, aby razem osiągnęli więcej niż osobno. Z tego punktu widzenia kadra kierownicza wielonarodowej korporacji czy menedżer zespołu hightech w Krakowie stają przed takim samym wyzwaniem jak samorządowcy w Kentucky czy nowa prezydent Danii Helle Thorning-Schmidt. Przed takim samym wyzwaniem, jakiemu sprostał Lech Wałęsa, przewodząc „Solidarności” w roku 1980, czy też wódz plemienia łowiecko-zbieraczego na afrykańskiej sawannie tysiąc lat temu. Największą trudność stanowi nakłonienie egocentrycznych indywidualistów do współpracy na rzecz nadrzędnego, grupowego celu. W budowaniu wydajnego zespołu liczy się przede wszystkim postawienie długoterminowego interesu zespołu ponad krótkoterminowymi korzyściami osobistymi jednostek.

 

Jakie są najważniejsze elementy procesu budowania zespołu?

Podstawową sprawą jest wpływanie na ludzi tak, by uzmysłowić im, że razem mogą osiągnąć o wiele więcej niż osobno. To może być trudne, bo ludzka natura jest egocentryczna. Ale mam też dobrą wiadomość: bywa skłonna do współpracy. Amerykański psycholog Jon Haidt mawia, że człowiek jest w 85 proc. samolubnym szympansem, a w 15 proc. uczynną pszczołą. Sztuka polega na aktywowaniu pszczoły. 

Jedną z ważniejszych, choć niedocenianych funkcji przywództwa jest uświadomienie członkom zespołu, że przeciwnik nie siedzi po drugiej stronie stołu czy w innym dziale, lecz na zewnątrz, w innej firmie. Ileż wysiłku marnujemy na wewnętrzne gry i wojenki! Nasze życie rozgrywa się na dwóch polach: wewnątrz plemienia i pomiędzy plemionami. Jako jednostki rywalizujemy o władzę i pozycję w plemieniu, ale musimy się także zmobilizować jako zespół, aby zdystansować wrogie plemiona. Problem polega na tym, że jesteśmy zbyt skupieni na wyniszczającej rywalizacji wewnętrznej. Wiecie, jak nazywa się najsilniejszy członek najsłabszego plemienia? Deser! Zostaje zjedzony na końcu. Lepiej być szeregowym zawodnikiem zwycięskiego teamu niż kapitanem przegranego

Najważniejszą częścią budowania zespołu jest zatem pomoc ludziom w zidentyfikowaniu się z nim, przekroczeniu egocentrycznych ograniczeń i skoncentrowaniu się na służbie w imię długoterminowego celu grupy. Ale to nie mogą być tylko ładne słowa. Lider musi wejść w swoją rolę i być w niej wiarygodny. Musi się odwoływać do wartości i je reprezentować – mówić „my” zamiast „ja”, uczyć poświęcenia dla wspólnego dobra. To pozwala uzmysłowić wszystkim, kto jest tym prawdziwym rywalem.

Tak naprawdę ten cel nigdy nie jest osiągnięty w stu procentach. Lider odgrywa rolę szeryfa, co zwykle rodzi spory wewnątrz grupy. Jako szeryf egzekwuje odpowiedzialność za osiągnięcia i zaangażowanie jednostek, reaguje, gdy ktoś nie przestrzega ustalonych norm. To brudna robota, ale ktoś na tym Dzikim Zachodzie musi przecież zaprowadzić porządek.