Czasy się zmieniają, ale rozrywki pozostają te same. Sport, alkohol, hazard czy seks od zawsze należały do najpopularniejszych uciech. Bo choć tysiąc lat temu dyscypliny sportu oraz trunki były inne niż dzisiaj, to właśnie one zdominowały ówczesny świat męskiej rozrywki, tak jak robią to i dziś...

ZDROWY DUCH

Najpopularniejszą rozrywką w średniowieczu, zwłaszcza wśród ludzi dobrze sytuowanych, były polowania. Lubowali się w nich i wikingowie. Polowano z włócznią oraz łukiem i przy pomocy psów, najczęściej na jelenie, sarny i wszelakiego rodzaju ptactwo. Wyprawy na niedźwiedzie i dziki często pełniły rolę próby męskości dla młodych wojowników. Sezon łowny przypadał na jesień, a polowania organizowano, by uzupełnić zapasy na zimę. Dostarczały również okazji do rywalizacji między myśliwymi. Każdy z nich oznaczał swoje strzały, a pod koniec dnia sprawdzano, kto upolował najwięcej. Znaczenie strzał pomagało również rozstrzygnąć, kto zabił zwierzę, jeśli w jego ciele tkwiło kilka pocisków. Ulubioną grą sportową wikingów była gra w piłkę zwana knattleikr (dosł. łapanie lub więzienie piłki). Jej zasady nie są dokładnie znane, choć z pewnością był to sport kontaktowy. Można ją uznać za dalekiego przodka dzisiejszych rugby, baseballu i krykieta. Uczestnicy zabawy dzielili się na dwie drużyny, których wielkość nie była limitowana. Grano jedną piłką, wykonaną z drewna lub twardej skóry. Gracze ustawiali się w linii, twarzą do zawodników z drugiego zespołu, w taki sposób, że każdy miał wyznaczonego przeciwnika, równego mu siłą. Każdy uczestnik zaopatrzony był w drewnianą pałkę. Zespół atakujący wybijał piłkę, a przeciwnicy próbowali ją odbić pałkami lub złapać i odrzucić. Element gry stanowiła również pogoń za przeciwnikiem z piłką i próba odebrania mu jej. W trakcie gry często dochodziło do zapasów, a kije zamiast w piłkę trafiały w głowy. Takie bójki niejednokrotnie kończyły się bardziej lub mniej poważnymi urazami. Latem grano na specjalnie do tego wyznaczonym trawiastym boisku, zimą na zamarzniętym jeziorze. W tym drugim przypadku można było używać łyżew, co zbliżało tę grę do współczesnego hokeja. W „Sadze o Grettirze” i w „Sadze o mieszkańcach Eyri” opisano urządzanie na Islandii wielkich zawodów w tę grę, na które ściągali gracze i kibice z całego dystryktu, a nawet spoza niego. Takie mistrzostwa mogły trwać ponad dwa tygodnie i w tym czasie mieszkano w specjalnie wybudowanych na tę okazję drewnianych chatach. Tak powstawała swego rodzaju wioska olimpijska.

STYL KLASYCZNY, STYL WOLNY

Ale wikingowie nie potrzebowali piłki, by dobrze się bawić i przeżyć emocjonujące zawody. Organizowali mecze zapaśnicze. W walce chodziło po prostu o to, by przewrócić przeciwnika na ziemię, przy jedynym ograniczeniu – zakazie używania broni i zadawania ciosów pięściami. Zwykle walczący byli nadzy od pasa w górę. Opis takich zapaśniczych zawodów można znaleźć w „Sadze o Grettirze”. Przy okazji lokalnego zgromadzenia znużeni politykowaniem Islandczycy zorganizowali rywalizację zapaśników: „Zasugerowano, że jeden z dwóch braci Thordów powinien siłować się z Grettirem. Jeden z braci wystąpił zatem naprzód. Grettir stał mocno na nogach i choć Thord chyżo rzucił się na niego, nie drgnął z miejsca. Wtedy Grettir sięgnął za plecy Thorda i chwycił go za bryczesy, po czym podniósł go nad ziemię i rzucił przez głowę, tak że ten wylądował na swoich barkach, zaliczając efektowny upadek. Ludzie stwierdzili, że obaj bracia powinni stawić mu czoła razem. Tak uczyniono. Wywiązała się wielka szamotanina i każdy na zmianę brał górę nad pozostałymi. Grettirowi zawsze udawało się trzymać jednego z braci na ziemi, ale wszyscy trzej lądowali na kolanach albo byli obalani. Siłowali się w zapasach tak ostro, że cali byli posiniaczeni i podrapani. Wszyscy byli zadowoleni z zawodów”.

Do popularnych sportów należały te, które ćwiczyły zręczność i umiejętności wojownika. Organizowano zawody w rzucie oszczepem oraz w strzelaniu z łuku do celu. Wikingowie jako ludzie morza cenili sobie również umiejętności pływackie. Dlatego emocjonowali się zawodami pływackimi. Daleko im jednak było do olimpijskich wyścigów, w których podziwia się szybkość i styl pływania. Wikińskie zawody polegały na podtapianiu przeciwnika – przypominały zapasy w wodzie. Zwyciężał ten, kto zdołał utrzymać się nad powierzchnią wody. Rywalizacja miała praktyczny wymiar. Trenowała utrzymywanie się na powierzchni i wytrzymałość pod wodą, umiejętności bardzo przydatne dla wojownika, który wpadł do morza w kolczudze, co często zdarzało się w morskich bitwach wikingów. Miłośnikiem wojowniczych sportów był norweski król Olaf Tryggvason (995–1000), znany z siły i zręczności. Rzucał dwiema włóczniami naraz, władał mieczem prawą i lewą ręką, a także żonglował trzema sztyletami, chwytając je za rękojeść. Według Snorriego Sturlusona, średniowiecznego poety, król świetnie radził sobie w zabawie polegającej na chodzeniu wzdłuż wioseł statku. Potrafił ponadto przejść od dziobu do rufy swojego okrętu za burtą, skacząc z wiosła na wiosło i to nawet kiedy jego załoga wiosłowała.

GIMNASTYKA UMYSŁU