Dan Brown specjalizuje się w przekładaniu na język sensacyjnej literatury popularnych teorii spiskowych. Po Zakonie Syjonu i Opus Dei przyszła kolej na uczonych próbujących w radykalny sposób rozwiązać problem przeludnienia.

Czarny charakter „Inferna” to genialny szwajcarski badacz Bertrand Zobrist. Jego wywody brzmią logicznie i przerażająco: „Potrzebowaliśmy tysięcy lat, by osiągnąć liczebność przekraczającą miliard osobników. Trwało to od zarania cywilizacji do początków dziewiętnastego wieku. Potem jednak zupełnie niespodziewanie liczba ta uległa podwojeniu w zaledwie sto lat. Pięćdziesiąt lat później były nas już cztery miliardy (...) lada moment przekroczymy granicę ośmiu miliardów. Jednego dnia rodzi się niemal ćwierć miliona dzieci. Ćwierć miliona. I tak na okrągło, dzień w dzień, bezn względu na pogodę. Co roku można by zaludnić nimi kraj wielkości Niemiec”. Zobrist porównał ludzkość do raka, który atakuje Ziemię w równie niekontrolowany sposób jak komórki nowotworowe żywy organizm. Został wyklęty przez świat naukowy, kiedy zasugerował, że inżynieria genetyczna, zamiast poszukiwaniem nowych metod leczenia, powinna się zająć tworzeniem wirusów, które zdziesiątkują nasz pasożytniczy gatunek.

Wydawać by się mogło, że to tylko literacka fikcja, którą Dan Brown straszy czytelników, bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie może nawoływać do ludobójstwa. Niestety, w rzeczywistości nie brak osób, którym właśnie takie pomysły chodzą po głowie. Fikcyjny Zobrist niemal dosłownie powtarza poglądy radykalnego fińskiego ekologa Kaarla Pentti Linkoli. Ten syn rektora uniwersytetu w Helsinkach rzucił studia, by żyć w zgodzie z naturą. Został rybakiem, po pracy pisał książki i felietony do gazet. Przekonywał w nich, że ludzkość jest rakiem zagrażającym życiu na Ziemi. W wywiadzie dla dziennika „The Wall Street Journal Europe” ujął to tak: „Jeśli istniałby guzik, którego naciśnięcie oznaczałoby śmierć milionów ludzi, poświęciłbym się i bez wahania go nacisnął”. W zbiorze esejów „Marzenia o lepszym świecie” przekonywał, że byłoby najlepiej, gdyby bronią masowego rażenia zredukować liczbę ludności o 90 proc. 84-letni Linkola jest dziś zdziwaczałym domorosłym filozofem. Nigdy nie nacisnął żadnego guzika i nikogo nie skrzywdził. Dużo bardziej niebezpieczni bywają naukowcy mający realny wpływ na ludzkie losy.