Focus: Jak to się stało, że zaczął pan demaskować oszustów i pseudonaukę? Początkowo był pan iluzjonistą.

James Randi: Decyzję podjąłem bardzo wcześnie, już jako nastolatek. Byłem wstrząśnięty tym, że ludzie oglądają magików – a właściwie sztukmistrzów, bo w tym, co robią, nie ma żadnej magii, tylko sztuczki – i wierzą w to, co widzą. Nie chodzi tylko o to, że wydają na to pieniądze...

... bo przecież występy magików można uznać za formę rozrywki.

W samej rozrywce oczywiście nie ma nic złego. Gorzej, gdy utwierdza ona wiarę w rzeczy nadprzyrodzone, magiczne, nie z tego świata. Ta wiara potem wpływa na wybory życiowe ludzi. Dlatego postanowiłem z tym walczyć. Jako sztukmistrz doskonale wiedziałem, na czym polega kreowanie iluzji i postanowiłem pokazać to innym.

Poświęcił pan na to kilkadziesiąt lat swojego życia. Czy dziś, kiedy pseudonauka zyskuje coraz większy rozgłos, nie jest pan trochę zawiedziony? Wygląda na to, że ludzie nadal wierzą w sztuczki.

Myślę, że coraz więcej osób rozumie, że są oszukiwane i widzi kiedy ktoś próbuje zaszczepić im fałszywe przekonania. Widać to w USA czy w Wielkiej Brytanii, ale wiem, że w innych krajach bywa z tym gorzej. Część ludzi nie czyta książek i nie myśli racjonalnie, dlatego łatwo ich oszukać. A jak wygląda sytuacja w Polsce?

W Polsce np. przybywa egzorcystów, którzy twierdzą, że potrafią pomóc osobom uważającym się za opętane.

To niedobry objaw. Jestem ateistą, co nie znaczy, że nie wierzę w nic. Widzę piękną pogodę za oknem, rośliny i zwierzęta w pobliżu mojego domu. To nie są cuda. To fakty przyrodnicze. Wierzę w ewolucję i w to, że ukształtowała człowieka i jego umysł. Niestety, ten umysł zdolny jest także do wiary w rzeczy nadprzyrodzone. Moim zdaniem religia ponosi dużą część odpowiedzialności za to, że ludzie dają się oszukać. To może być bardzo niebezpieczne.