WYCIECZKA PO JEZIORZE

Mimo dyplomatycznych zgrzytów Mikołajowi egzotyczny kraj bardzo się spodobał. Kazał sobie nawet wytatuować na prawej ręce japońskiego smoka. Zainteresowało go także japońskie rękodzieło – kupił kanzashi, tradycyjną ozdobną szpilkę noszoną we włosach. Wydawało się więc, że pomimo skandali obie
strony będą zadowolone z odwiedzin. Do tragedii doszło podczas wizyty w Kioto 29 kwietnia. Delegacja z księciem Taruhito i japońskimi oficerami na czele miała wówczas zabrać Mikołaja i Jerzego na wycieczkę
nad jezioro Biwa odległe o kilka kilometrów od miasta. Był to ogromny akwen, zasilany każdej wiosny wodą topniejących śniegów z pobliskich wzgórz. W Biwie żyło wiele unikatowych gatunków ryb. Gospodarze zamierzali oprowadzić rosyjskich gości także po miejscowym targu ryb i rzemiosła w pobliskim mieście Otsu. Atrakcją miały być perły hodowane w wodach jeziora.

Europejczycy przywdziali cywilne ubrania: Mikołaj miał na sobie szary surdut i wełniany kapelusz z niewielkim rondem (co miało się okazać szczęśliwym zbiegiem okoliczności). O godz. 11 kolumna riksz ruszyła z hotelu w Kioto i wkrótce dotarła do Otsu. Na jej czele jechał carewicz, za nim książę Jerzy, a na końcu Taruhito. Około południa wycieczka dojechała nad jezioro – tam gości podjął śniadaniem na pomoście gubernator prowincji. Później wszyscy wsiedli na statek wycieczkowy i ruszyli w rejs po jeziorze. Carewicz miał okazję podziwiać słynną sosnę rosnącą nad brzegiem – legenda głosiła, że
została posadzona w czasach pierwszego cesarza Japonii. Rejs skończył się wczesnym popołudniem. Grupa wróciła wtedy do riksz i udała się na lokalny bazar. Książę Jerzy kupił bambusową laskę (co miało się okazać kolejnym szczęśliwym zbiegiem okoliczności).