KATANĄ PRZEZ GŁOWĘ

Po udanych zakupach i zwiedzeniu bazaru kolumna riksz skierowała się wąskimi ulicami miasteczka z powrotem do Kioto. Trasę przejazdu wypełniały tłumy ciekawskich Japończyków, dlatego przy drodze stał szpaler policjantów. Wśród tych funkcjonariuszy był Sanzo Tsuda – doświadczony policjant z sześcioletnim stażem, który miał jednak wśród kolegów opinię nie do końca poczytalnego. Zanim wstąpił do policji, służył w armii, gdzie doszedł do stopnia sierżanta. Co ważne, Tsuda pochodził z samurajskiej rodziny. Jednocześnie miał radykalne, nacjonalistyczne poglądy – tak jak wielu byłych samurajów, których techniczna i społeczna rewolucja ściągnęła nagle ze szczytu drabiny społecznej i przeniosła na boczny tor. Warto zaznaczyć, że Tsuda, jak wielu innych samurajów, trafił do służb mundurowych po trosze zgodnie z dawną tradycją służby u lokalnej władzy. Ponadto tylko w armii i policji byli samuraje mogli oficjalnie nosić miecze (prawo z 1876 r. zabraniało Japończykom posiadania broni).

Około 14.30 riksze zatrzymały się przed jednym z zabytków. Mikołaj zaczął wysiadać. W tym momencie stojący nieopodal Tsuda doskoczył do rikszy carewicza, chwytając za swój miecz. Mikołaj był lekko pochylony, kiedy Tsuda zadał cios. Ostrze katany uderzyło carewicza w prawą stronę głowy – zostawiając ranę zaczynającą się nad prawym uchem i ciągnącą się aż do czoła. Mikołaj zalał się krwią. Na szczęście miał na głowie wspomniany wcześniej kapelusz, który osłabił siłę uderzenia. Carewicz zaczął krzyczeć i rzucił się w tłum, szukając schronienia. Oszołomieni ludzie rozbiegli się na boki. Mikołaj uciekał
zatem dalej, a Tsuda biegł za nim z podniesionym mieczem. Wydawało się, że carewicz nie ma
szans. Wtedy sytuację uratował książę Jerzy. Błyskawicznie wyskoczył z rikszy, dopadł Japończyka z boku i zdzielił go w głowę zakupioną niedawno laską. Tsuda zachwiał się i potknął. Ta chwila przerwy wystarczyła, aby zamachowca dopadli rikszarze z pojazdów carewicza i księcia – niejacy Mukaichata
Jizaburo i Kitagaichi Ikitaro.