To wszystko przyczyniało się jednak także do nieprzewidywalności Hunów. Rzymianie nie mogli być pewni, że nagle jakaś ich grupa nie zmówi się, by najechać tereny Imperium (jak w 395 r., gdy  grupy Hunów przeszły przez Kaukaz i w niszczącym rajdzie zapędziły się aż do Syrii). Dopiero w latach dwudziestych V w. Hunowie uzyskali bardziej jednolite przywództwo.

Zbiegło się to w czasie z zamieszaniem w Imperium. Na wschodzie rządy sprawował Teodozjusz II. Na zachodzie było jednak dwóch kandydatów do cesarskiej purpury: kilkuletni Walentynian, syn nieżyjącego już cesarskiego generała Konstancjusza i Galli Placydii, córki Teodozjusza Wielkiego (ostatniego władcy obu części Imperium), oraz Jan, wybrany przez zachodnie elity (wcześniej cesarski urzędnik). Teodozjusz II postanowił poprzeć w tym konflikcie chłopca. Spodziewając się ataku, Jan postanowił uzyskać wsparcie ze strony bitnych Hunów. Z tą kluczową misją wysłał niejakiego Flawiusza Aecjusza. Nie była to przypadkowa kandydatura.

WYCHOWANY WŚRÓD BARBARZYŃCÓW

„Jan wysłał Aecjusza, który w tym czasie sprawował urząd nadzorcy pałacowego, z ogromną ilością złota do Hunów, których znał z czasów, gdy jako zakładnik u nich przebywał i którzy byli z nim związani przyjaźnią” – wyjaśniał półtora wieku później kronikarz Grzegorz z Tours. Ów Aecjusz urodził się ok. 390 r. w Durostorum (obecnie bułgarska Silistria) jako syn Gaudencjusza, naddunajskiego arystokraty, który na początku V w. był jednym z ważniejszych dowódców w Cesarstwie Zachodniorzymskim. I to właśnie karierze ojca zawdzięczał Aecjusz wątpliwą przyjemność pobytu u barbarzyńców. Najpierw przez trzy lata był zakładnikiem u Wizygotów Alaryka, następnie przebywał u Hunów. Dzięki temu zyskał jednak wiedzę o zwyczajach barbarzyńców i kontakty nie do przecenienia dla ambitnego młodego dowódcy. To pozwoliło mu na przeszło trzydzieści lat stać się jednym z najważniejszych ludzi na Zachodzie.

„Był średniego wzrostu, męskiej postawy, przystojnie zbudowany, tak że nie był ani zbyt szczupły, ani zbyt tęgi, żywego usposobienia, w ruchach zwinny, bardzo odważny jako jeździec, biegły w strzelaniu z łuku, niezmordowany w walce oszczepem – pisał Grzegorz z Tours. – Bardzo doświadczony jako wojownik, a równocześnie znakomity w sztukach pokojowych, wolny od chciwości, mało pożądliwy, obdarzony wielkim umysłem, nie dający się przez złych doradców odwieść od swego zamysłu, obelgi znoszący z wyjątkową pobłażliwością, pracowity, nie lękający się niebezpieczeństw, bardzo wytrzymały  na głód, pragnienie i nocne czuwanie”. Po prostu właściwy człowiek na właściwym miejscu. 

Pomyślnie zrealizował misję zleconą przez cesarza Jana. Uzyskawszy znaczne wsparcie Hunów (mówiło się nawet o 60tys. armii!), ruszył z nimi do Italii. Teodozjusz II skierował do Italii oddziały pod wodzą Aspara z plemienia Alanów, który zajął Akwileję. Sytuacja Jana przebywającego w Rawennie znacznie się pogorszyła. Jego spanikowani współpracownicy postanowili więc porozumieć się z Gallą Placydią. Bramy miasta zostały otwarte przed wojskami Aspara, a schwytanego uzurpatora posłano na śmierć do Akwilei.

Co jednak z Aecjuszem? Trzy dni po śmierci Jana wkroczył z Hunami do Italii. Wiedział, że nie ma nic do stracenia. Po śmierci Jana musiał udowodnić swoją przydatność dla otoczenia Walentyniana. Asparowi, który gładko pozbył się Jana, nie zależało na przeciąganiu kampanii. Nie chciał też ryzykować konfrontacji z Hunami. Doszło do potyczki, która pokazała, że obie strony nie palą się do walki. Ostatecznie otoczenie Walentyniana „wybaczyło” Aecjuszowi i nadało mu tytuł komesa, zaś wspierających go Hunów (zapewne hojnie wynagrodzonych) odesłało. A 23 października 425 r. sześcioletni Walentynian III oficjalnie wstąpił na tron.