Niedźwiedzie były maskotką batalionu, w którym walczył Werner Freund. Opiekował się nimi i po wojnie, w sumie przez 17 lat. Teraz sam ma 75 lat, od 30 lat żyje z wilkami w prywatnym rezerwacie. Wychował 70 osobników. Przygarnia szczenięta, gdy mają 12–13 dni, zanim po raz pierwszy otworzą oczy. „To ważne, by od początku mieć z nimi kontakt wzrokowy” – przyznaje. Przez kolejne pięć miesięcy, w dzień i w nocy niańczy je jak matka. Karmi mlekiem, przeznaczonym dla psich szczeniąt. Gdy mają trzy–cztery tygodnie, dostają pierwsze mięso – pogryzioną papkę Werner podaje im do pysków wprost ze swoich ust, by zacieśnić więź z młodymi (matka biologiczna zwymiotowałaby wpółprzetrawione mięso). Po trzech miesiącach młode mogą samodzielnie jeść małe zwierzęta.

Przez cały czas gdy nie śpią, walczą ze sobą – podczas pierwszego roku życia budują hierarchię. Watahą w przyszłości będzie dowodził samiec i samica alfa – najsilniejsze wilki, którym przysługuje prawo rozmnażania się. Poniżej w hierarchii stoją osobniki beta itd., ostatni to omega. Choć najsłabszy, nie jest dla stada bezużyteczny – pomaga rozwiązywać konflikty i wychowywać młode.

LUDZIE WILKI


Po kilku miesiącach Werner przestaje niańczyć młode. Staje się „honorowym wilkiem”. Mimo iż stoi ponad hierarchią, musi przestrzegać reguł watahy. Nauczył się ich od wilków. „Nie mogę interweniować, gdy dwa osobniki ze sobą walczą. Nie mogę podejść do wilka, którego lubię. Zostałoby to uznane za interwencję i inne osobniki przyłączyłyby się do ataku. Wyższy rangą osobnik nigdy nie podchodzi do tego o niższej pozycji”. Wilki witają Wernera, liżąc go po wargach i policzkach. Pierwszy honory oddaje samiec alfa, potem samica alfa, potem samiec beta itd. Omega nie może się przywitać.

W rezerwacie Freunda („Wolfspark Werner Freund”) żyją 23 wilki w pięciu watahach: europejskie ze Szwecji, Litwy i Syberii oraz arktyczne z Kanady. Na wolności dożywają zwykle 6 lat, u Wernera – 14 (najstarszy miał 17 lat).


Życie z wilkami wybrał też Brytyjczyk Shaun Ellis. Od 15 lat zgłębia relacje panujące wśród watah. Ich języka uczył się w rezerwacie Nez Perce National Historical Park w Idaho, gdzie mieszkają Indianie Nec Perce (Przekłute Nosy). Twierdzi, że przekazali mu niektóre tajemnice wilków. Resztę wiedzy posiadł sam. Nocami nagrywał wycia, w dzień je odsłuchiwał. Nauczył się rozróżniać osobniki („Wycie pary alfa jest niskie i krótkie”).

Jest pierwszym człowiekiem, któremu udało się przyłączyć do żyjącej dziko watahy (eksperyment zarejestrowała telewizja National Geographic w programie „Człowiek wilk”).

Odkąd żyje z wilkami, jego zmysły się wyostrzyły („Rozpoznaję nadchodzącego samca alfa. Krok ma pewny. Zwierzęta niższej rangi poruszają się delikatniej, niemal bezszelestnie”). Członków watahy wyczuwa też po woni. „Zapach ciała to wilcza gazeta – dzięki niej każdy z nas wie, gdzie kto był, co jadł, czy udało mu się coś upolować”.

Jako osobnik o najniższym statusie (taki mu przypadł w udziale) wyje przeciągle, używając niskich i wysokich tonów, by stworzyć iluzję, że wataha jest liczniejsza. Je resztki i to dopiero, gdy wszystkie wilki zaspokoją głód. „Przyzwyczaiłem się do padliny. Najgorsza jest zawartość żołądka”.

Dzięki znajomości wilczego języka Shaun odkrył, dlaczego wilki uparcie atakują gospodarskie zwierzęta. Otóż samice alfa sterują swoją rozrodczością poprzez dobór diety, dlatego przed rozpoczęciem sezonu rozrodczego sprawdzają, jakie jest zagęszczenie wilków na okolicznym terenie (wyją i nasłuchują). Jeśli natrafią na tereny niezajęte przez watahy (a za takie uznają ludzkie gospodarstwa), rodzą liczniejsze potomstwo. Zabicie wilków, które chcą zająć wolne ich zdaniem terytorium, sprawi tylko, że następnym razem samica urodzi więcej młodych. Wyjściem może być emitowanie nagrań z wyciem wilków, informujących, że ten teren jest zajęty (takie nagranie Shaun podarował rolnikowi z Będziszewa, któremu wilki zabijały cielęta). Poskutkowało.

KOBIETY MAŁPY