„Odkryj swoje miejsce w życiu” – to bardzo popularna zasada life coachingu. Szczególnie w nurtach wywodzących się z amerykańskiej psychologii pozytywnej, obiecującej rozwój pogodnego stanu umysłu, który pomaga wstać rano z łóżka, czuć się dobrze, z satysfakcją przepracować dzień i czerpać radość z życia prywatnego. Googlując „własne miejsce”, odkrywamy, że naszą potrzebę spełnienia chętnie zagospodarują łowcy talentów, organizacje religijne, partie polityczne, deweloperzy budujący osiedla mieszkalne, headhunterzy, konsultanci i korporacje, biura podróży, organizatorzy warsztatów psychologicznych, salony meblarskie, subkultury, urzędy imigracyjne, producenci odzieży i związki hobbystów.

Studiując dostępne na rynku oferty „własnego miejsca”, dowiemy się, że wiąże się ono z odkrywaniem własnego potencjału, dotychczas zaledwie przeczuwanego bądź w ogóle nieznanego, w najlepszym razie znajomego, ale trudnego do pogodzenia z życiem codziennym, koniecznością pracy, relacjami z innymi ludźmi w warunkach rodzinnych, społecznych czy zawodowych. Wszyscy chcemy się spełniać, ale przecież trzeba na siebie zarobić, zadbać o rodzinę i wypełnić wiele innych obowiązków… Dla samego siebie zostaje naprawdę mało czasu. Każda z ofert przewiduje zatem jakąś zmianę, ta zaś wymaga inwestycji – czy to finansowej, światopoglądowej czy czasowo-energetycznej, związanej z poszukiwaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi.

Popularność poszukiwań właściwego miejsca świadczy o tym, że tego miejsca nie znamy, a niewiedzy towarzyszy przeczucie, że coś jest nie w porządku; że gdzieś jest więcej czegoś ważnego, co jest nam potrzebne. Nie do końca wiadomo, czego szukamy, ale wiadomo, jakie są konsekwencje tego braku: brak satysfakcji, ciągłe czekanie na coś, co ma się zdarzyć i wiecznie czai się gdzieś za rogiem codziennych zadań i czynności. Czasem wydaje się, że jest to wyczekiwany weekend, wakacje, nowy samochód, lepsza praca, inny partner albo zakupy. Nauczyciele buddyjscy wskazują na wrodzony brak satysfakcji cechujący życie,  radząc, aby za pomocą medytacji rozpuścić nadzieję i odkryć doskonałość chwili obecnej. Lecz nam to nie wystarczy; sami chcielibyśmy odkryć własne powołanie!

Brak powołania ostatecznie okazuje się brakiem sensu. W ludzkiej kartografii psychologicznej dom duszy – ta centralna przestrzeń do odnalezienia, jaką jest własne miejsce w życiu, jest w rzeczywistości ruchoma – wiąże się z realizacją siebie, pasją, poczuciem bycia na właściwej ścieżce, rozwojem. Jeśli powołanie jest domeną każdego człowieka, to realizacja go oznacza również odnalezienie duchowego sensu życia.

 

Impuls duszy

Dawniej powołanie było domeną duchowieństwa – dusza była powołana, by służyć Bogu. Od czasu reformacji powołanie zostało jednak udostępnione również świeckim – powołaniem mogła być praca, rodzina i zaangażowanie społeczne. Pokłosie tej koncepcji w szczególności cechuje światopogląd popularny w krajach germańskich i anglosaskich, z których w dużej mierze pochodzi współczesna psychologia.

Według psychologii analitycznej, stworzonej przez jednego z ojców psychoterapii, szwajcarskiego psychiatrę Carla Gustava Junga, podobne wyobrażenia i przeczucia należą do archetypowego obrazu indywiduacji. Obrazy archetypowe to uniwersalne „instynkty” duszy, przejawiające się w różnej postaci w życiu każdego z nas: w marzeniach, fantazjach, snach, niespodziewanych wydarzeniach i wzorcach naszych zachowań. Ponieważ należą one do całej ludzkości, odnajdziemy je także na poziomie kulturowym, wyrażone symbolicznie w baśniach, legendach, mitologii, religii, literaturze, filmie, sztuce, a nawet w ideologiach politycznych i społecznych. Obrazy archetypowe oddziałują na odbiorcę, budząc silne emocje i tęsknotę za przeczuciem głębszej rzeczywistości.