Ludzie zazwyczaj chętnie eksperymentują poza związkami i pozostają zahamowani w kontakcie z własnymi partnerami. W procesie tworzenia rodziny miłość fizyczna zostaje zazwyczaj odruchowo przykrojona. Tymczasem namiętność trzeba podgrzewać, bo z czasem stygnie – to zupełnie naturalny proces. „Miłość nigdy nie umiera śmiercią naturalną. Umiera, bo nie wiemy, jak uzupełnić jej źródło” – pisała Anais Nin. Małżeństwo eliminuje ryzyko, uwodzenie, nieprzyzwoitość, przekraczanie granic... „Takie podejście wyklucza seks powodowany całą gamą innych emocji: seks żartobliwy, seks ze złości, szybki seks, bezmyślny seks i seks niegrzeczny. Tak naprawdę eliminuje w zasadzie każdą okazję do seksu, jaka istnieje” – uważa terapeutka seksualna Dagmar O’Connor. Z badań „Zachowania seksualne Amerykanów”, opublikowanych w 2004 roku przez amerykańskie centrum badań opinii publicznej Uniwersytetu Chicago, wynika, że małżeństwa w USA kochają się średnio 66 razy w roku (przy czym statystyki znacznie zawyżają nowożeńcy), co daje średnią raz na tydzień. Nic dziwnego, że powstał cały przemysł przywracania żaru w małżeńskim łożu. Istnieje bowiem silny związek między częstym uprawianiem seksu i uznawaniem swojego związku za szczęśliwy. Nie wiadomo, czy szczęśliwe pary częściej uprawiają seks, czy częste stosunki sprawiają, że małżonkowie stają się szczęśliwsi. A może to kombinacja obu tych przypadków.