BŁOCHIN ZDOBYWA ZAUFANIE

W grudniu 1934 roku Stalin podstępnie zainscenizował morderstwo Siergieja Kirowa, sekretarza leningradzkiej organizacji partyjnej, w którym upatrywał rywala do władzy. Pod pretekstem walki z zabójcami Kirowa wąsaty despota rozpętał Wielki Terror. Tym razem potoczyły się także głowy „starych bolszewików”. Spośród 1966 delegatów na XVII Zjazd partii, „Zjazd Zwycięzców”, który odbył się w styczniu 1934 roku, rozstrzelano 1108. Błochin kierował egzekucjami byłych delegatów, którzy często ginęli z imieniem Stalina na ustach.

Najbardziej znanymi ofiarami stali się Grigorij Zinowiew i Lew Kamieniew, przez lata najbliżsi współpracownicy Lenina i członkowie Politbiura. W latach 20. usiłowali oni wspólnie z Lwem Trockim stworzyć „lewicową opozycję” przeciwko Stalinowi, lecz zostali pokonani i pozbawieni wpływów, zaś Trockiego wygnano z Kraju Sierpa i Młota. Po śmierci Kirowa obydwu aresztowano i oskarżono o uknucie gigantycznego spisku, „centrum zinowiewowsko- trockistowskiego”, które rzekomo zgładziło Kirowa i zaplanowało zamachy na czołowych sowieckich dygnitarzy. Zinowiew i Kamieniew, udręczeni w celach, w których włączono ogrzewanie podczas upalnego lata, zgodzili się przyznać do winy, gdy Stalin zapewnił ich osobiście, że zachowają życie: „Jesteśmy bolszewikami, uczniami i naśladowcami Lenina, i nie chcemy przelewać krwi starych bolszewików, bez względu na to, jak ciężkie popełnili w przeszłości grzechy”, deklarował sowiecki despota. Także rodziny „spiskowców” miały pozostać bezpieczne. Oskarżeni kajali się gorliwie, nazywali siebie „mętami”, które nie zasługują na litość. „Mój wypaczony bolszewizm stał się antybolszewizmem, a poprzez trockizm doszedłem do faszyzmu”, wyznawał Zinowiew. Prokurator Andriej Wyszynski, odrażająca kreatura, grzmiał: „Te wściekłe psy kapitalizmu usiłowały rozszarpać na kawałki najlepszych z najlepszych, jakich nosiła sowiecka ziemia”.

Oczywiście zapadły wyroki śmierci. Przerażeni Zinowiew i Kamieniew drżącą ręką napisali w więzieniu prośby o łaskę, licząc, że Stalin dotrzyma obietnicy. Dyktator wypoczywał wtedy w słonecznym Soczi. Pozwolił skazanym przeżywać męki oczekiwania przez trzy godziny, po czym wysłał telegraf do Moskwy. Najbliżsi współpracownicy Lenina zostali oddani w ręce Błochina. Spłaszczone kule, jeszcze ciepłe, wydobyto z ich czaszek, umyto do czysta z resztek mózgu i krwi, po czym przekazano szefowi NKWD Gienrichowi Jagodzie. Ten zaopatrzył je w kartki z napisami „Zinowiew” i „Kamieniew” i przechowywał wśród swych erotycznych zabawek i damskich pończoch. Kiedy rozstrzelano także Jagodę, kule, te makabryczne relikwie, przejął jego następca, krwawy karzeł Nikołaj Jeżow. Stalin w końcu posłał na śmierć także i jego. Wtedy kule, upiorne pamiątki, wziął jako swoisty symbol swego urzędu nowy szef NKWD Ławrientij Beria. Nie trzeba wspominać, że wytracono także całe rodziny spiskowców. Stalin zaśmiewał się do łez, gdy szef jego ochrony, wesołek Karl Pauker, odgrywał przed nim „śmierć Zinowiewa i Kamieniewa”. Dyktator miał powody do rozbawienia: zamierzał również i Paukera oddać w ręce Błochina.