KAT POLAKÓW

5 marca 1940 roku Politbiuro podjęło kolejną makabryczną decyzję. Stalin i jego paladyni postanowili wymordować polskich oficerów, policjantów, księży, właścicieli ziemskich, wziętych do niewoli w 1939 roku, kiedy sprzymierzona z III Rzeszą Armia Czerwona zajęła wschodnią część Rzeczypospolitej. Polskich jeńców przetrzymywano w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Stalin, który nienawidził Polaków od czasu klęski, którą zadali bolszewikom w 1920 roku, uznał, że trzeba dokonać „dekapitacji” niepokornego narodu – unicestwić kwiat inteligencji polskiej – oficerów, lekarzy, duchownych, artystów, poetów, prawników.

Szef NKWD Ławrientij Beria posłusznie zameldował Stalinowi, że ponad 14 700 polskich oficerów i policjantów oraz 11 000 kontrrewolucyjnych obszarników to szpiedzy i sabotażyści, nieprzejednani wrogowie władzy radzieckiej, którzy zostaną osądzeni przez towarzyszy (Wsiewołoda) Mierkułowa, (Bogdana) Kobułowa i (Leonida) Basztakowa. Stalin pierwszy podpisał przygotowany przez Berię wyrok śmierci, a po nim podpisy złożyli Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. Sowiecki dyktator był wielkim formalistą, toteż przez telefon zapytano o opinię także Kalinina i Kaganowicza. Oczywiście się nie sprzeciwili. 14 marca w gabinecie Bogdana Kobułowa, szefa Głównego Zarządu Gospodarczego NKWD, odbyła się narada. Uczestniczyło w niej kilkanaście osób, wśród nich szefowie Zarządu NKWD obwodu smoleńskiego, kalinińskiego i charkowskiego, ich zastępcy oraz komendanci wojskowi zarządów obwodowych NKWD. Oprawcy Stalina byli nieco przestraszeni postawionym im zadaniem. Oczywiście, nie były to skrupuły moralne, jednak do tej pory zabijali kilka, najwyżej kilkanaście osób dziennie, a teraz czekała ich „masowa czarna robota”. Być może też enkawudziści lękali się, że kiedy już dokonają zbrodni, zostaną zlikwidowani jako wiedzący zbyt wiele. Przecież Beria wyprawił na tamten świat niemal wszystkich zaufanych ludzi Jeżowa. W każdym razie postanowiono wezwać najlepszego stalinowskiego specjalistę od zabijania – Błochina. Kobułow przedstawił mu najważniejszą zasadę upiornej operacji: „Nie może pozostać ani jeden żywy świadek”. 22 marca Beria wydał rozkaz nr 00350 „O rozładowaniu więzień NKWD” – w tych więzieniach większość osadzonych stanowili polscy oficerowie i policjanci.

1 kwietnia z Moskwy wysłano trzy pierwsze listy – zlecenia skierowane do obozu ostaszkowskiego. Zawierały nazwiska 343 osób, które miały zostać rozstrzelane na początek. Jeńców z Ostaszkowa wymordowano w Kalininie (obecnie Twer). Przebieg egzekucji opisał w marcu 1991 roku w zeznaniach złożonych przed rosyjskimi prokuratorami szef kalinińskiego NKWD Dimitrij Tokariew. Twierdził on, że osobiście nie brał udziału w rozstrzeliwaniach, aczkolwiek było oczywiste, że kłamie. Tokariew nie miał w czasie wojny żadnych wątpliwości – był pewien, że los burżuazyjnego polskiego policjanta może być tylko jeden – śmierć. Już w lipcu 1918 roku bolszewicka „Prawda” wzywała do masowych morderstw: „Władza kapitału zginie dopiero z ostatnim tchem ostatniego kapitalisty, arystokraty, chrześcijanina i oficera”.