Ile można kupić za 1000 lindenów? Trzy modne torebki od Gucciego, cztery stoły kuchenne, dziesięć sportowych podkoszulków Nike albo tysiąc precli pod kościołem Mariackim. Za ułamek tej sumy można obejrzeć taniec erotyczny, za połowę odbyć pełny stosunek i to w wielu wymyślnych pozycjach. Za tysiąc lindenów można wreszcie wejść w posiadanie trzech euro.

Lindeny, zwane oficjalnie linden dollarami, to wirtualne pieniądze. Nie emituje ich żaden bank, nie mają pokrycia w kruszcu. Nie istnieją w formie banknotów ani monet. Mimo to mają realną wartość, a niektórzy ludzie zarabiają w nich na dostatnie życie. Niezwykłe pieniądze są walutą obowiązującą w świecie „Second Life”. To wirtualna kraina, skrzyżowanie gry komputerowej z komunikatorem internetowym i sieciowymi sklepami.

W „Second Life” można robić wszystko to, co w normalnym życiu – podróżować, uprawiać seks, zbudować dom, otworzyć sklep, muzeum albo... ambasadę. Wszystko, co dzieje się w „Second Life”, jest wirtualne, a cała kraina mieści się w pamięci komputerów kalifornijskiej firmy Linden Lab. Niby-świat odwiedza codziennie ok. 60 tys. osób, które łącznie dokonują w nim transakcji wartości setek milionów lindenów. Pieniądze mogą wymieniać w internetowym kantorze na prawdziwe zielone, euro czy franki. I vice versa.

Przeszło 200 użytkowników „Second Life” zarabia na świadczeniu wirtualnych usług przynajmniej po 5 tys. dol. rocznie. Kilku z nich wyciąga ponad milion dolarów. Najsłynniejszą taką osobą jest Anshe Chung, Chinka z Frankfurtu. W ciągu 30 miesięcy zarobiła na handlu wirtualnymi nieruchomościami aż 2 miliony dol., dzięki czemu trafiła na pierwsze strony ekonomicznych magazynów. Okrzyknięto ją „Rockefellerem Second Life” i „pierwszą wirtualną milionerką na świecie”.

Chung i jej koledzy po fachu nie mogą jednak spać spokojnie. Codziennie śledzą informacje o stanie spółki Linden Lab. Bo jeśli niby-świat „Second Life” nagle zniknie, to nawet jego twórcy nie gwarantują prawa do rekompensaty za utracone aktywa w linden dollarach. Wirtualne bogactwo może szybko przyjść i jeszcze szybciej wyparować.