NATALIA DE BARBARO: Jaki jest twój stosunek do tego, że inni ludzie miewają radykalnie inne poglądy od twoich?

ROBERT RIENT: Zaciekawia mnie to najczęściej.

Jedne okoliczności sprzyjają takiej ciekawości, inne ją utrudniają. Kiedy podróżuję, ciekawość jest oczywistą postawą. Płacę, żeby zobaczyć, jak wygląda inny kraj, jak inaczej ludzie tam żyją. Nie ściągam chust kobietom z głowy tylko dlatego, że sama ich nie noszę. Ale kiedy naprzeciwko mnie staje drugi człowiek i zaczyna mówić coś z czym się nie zgadzam, ta ciekawość przestaje być odruchem. A przecież to też jest podróż do obcego kraju - spotkanie z drugim człowiekiem, który niesie za sobą inną historię, inne życie niż moje.

I ciekawość w tym spotkaniu pomaga - inaczej mówiąc odnalezienie w sobie wewnętrznego świadka albo rozbudowanie ego obserwującego. Ken Wilber, nazywany twórcą psychologii transpersonalnej, uważa, że tożsamość może się przesunąć od osobistego ego, które można potraktować jako kolejny przedmiot, do bezosobowego świadka, który staje się podmiotem. To trochę tak, jakby potraktować ego jako sztuczną narośl na naszym ja. Nieoddawanie głosu radykalnym ocenom, niestawianie się w pozycji wiedzącego, ale np. wzmacnianie owego świadka medytacją albo codzienną uważnością oddaje mu więcej miejsca, przestrzeni, a w końcu spokoju.

Różnica poglądów jest faktem takim jak inne fakty, takim jak to, że jest ciepło albo pada deszcz. I mogę patrzeć na różnicę poglądów właśnie tak, jak się patrzy na deszcz za oknem: o, pada”.

Na czym praktycznie takie przesunięcie miałoby polegać? Stoję naprzeciwko pani w spożywczym, która na mnie krzywo patrzy, i chcę sobie przesunąć tę tożsamość - jak to zrobić?

Ten wewnętrzny świadek nie jest kimś, po kogo mogę sobie sięgać i go odkładać, to raczej stale obecna świadomość, na której nadbudowane jest hałaśliwe ego, zazwyczaj niedopuszczające świadka do głosu, czyli moja rola zawodowa, tożsamość, historia zranień i marzenia o szczęściu, poczucie męskości, wiara itd. Jeśli widzę, że pani w sklepie krzywo na mnie patrzy, to prawdopodobnie jej nie zauważam. Dokonuję automatycznej oceny jej spojrzenia. To może być moja projekcja, reaguję w zgodzie z tym, czego nauczyłem się w przeszłości o krzywym spojrzeniu, stoją za tym określone historie, raczej nieprzyjemne, szybko się uprzedzam do owej pani, która być może cierpi na krótkowzroczność i spogląda na półkę z ciastkami nad moją głową. W zachodniej kulturze rozwój traktowany jest jako osiąganie kolejnych celów, droga do świadka prowadzi raczej przez odgruzowywanie systemu myśli, odrzucanie nawyków, rutynowych reakcji. Im mniej wiem, tym bardziej mogę być ciekawy. Psychoanalityk powie o ego obserwującym, strukturze psychicznej umożliwiającej wgląd, dystansowanie się, dostrzeganie i rozumienie, że świat składa się z punktów widzenia, a nie opowieści o jednej prawdzie. To ego w tym przypadku rozwija się np. podczas terapii czy zajęć ogólnorozwojowych, w konfrontacji z terapeutą lub grupą innych osób. Otwartość jest niezbędna, by poczuć ciekawość, ale nie wystarczy, by pojawiło się autentyczne zainteresowanie różnicą.

No właśnie, nasze nawyki są tutaj często przeciwko nam, prawda? Nawykowo wchodzimy w spór. Jest pewien bodziec - twój pogląd, na przykład mówisz, że nie powinno się nosić swetrów z wełny, i moja automatyczna reakcja, jeśli się z tym nie zgadzam: „nieprawda, nieprawda, wcale że nie!”.

I rozpoczyna się rozmowa, a raczej jej pozór, bo jeśli wejdziemy w ten automatyzm, to za dziesięć minut albo za godzinę tej pseudorozmowy moje poglądy będą jeszcze bardziej Nataliowe, a twoje jeszcze bardziej Robertowe. Zawsze mnie zdumiewa, jak ochoczo ludzie wchodzą w wielogodzinne spory, w których nikt nikogo nie przekonuje, bo ludzie słuchają tylko własnych wypowiedzi i początku zdania drugiej strony - resztę czasu zajmuje im przygotowywanie riposty.

Ale można inaczej.