Amerykański prom kosmiczny Discovery odłączył się już od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i powoli zmierza ku Ziemi. Tuż po odcumowaniu od stacji był moment na przeprowadzenie inspekcji powłoki termicznej. Astronauci dokładnie sprawdzili, czy z poszycia nie odpadły płytki zapewniające ochronę przed ekstremalnie gorącą plazmą jaka wytwarza się przy dolnej powierzchni statku podczas wchodzenia w atmosferę.
Czternastodniowa misja STS-124 zakończy się lądowaniem w Centrum Lotów Kosmicznych im. Kennedy'ego na przylądku Canaveral na Florydzie o godzinie 11:15 czasu wschodnioamerykanskiego (godz. 17:15 polskiego czasu).
Misja rozpoczęła się 31 maja i miała na celu przewiezienie
na orbitę japońskie laboratorium Kibo, którego inna część już od marca była na stacji kosmicznej. Teraz można było uruchomić laboratorium, które stało się największą sekcją stacji kosmicznej. Japończycy do tej pory wydali na ten projekt 6,7 miliarda dolarów, budując między innymi centrum zarządzania tym modułem niedaleko Tokio.
Prom Discovery zostawił na orbicie Gregory'ego Chamitoffa. Członka siedmioosobowej załogi Discovery wymienił Garrett Reisman, który przyleciał na orbitę promem Endeavour w marcu, a teraz wraca na Ziemię. Chamotoff zostanie na orbicie do jesieni.
Przy okazji Discovery rozwiązał problem awarii ubikacji, pomogla wymiana pompy wodnej przywiezionej z Ziemi.
Lądowanie nie jest jeszcze jednak pewne i może być przełożone ze względu na niekorzystne warunki pogodowe. Drugie „okno” korzystne do lądowania otwiera się około półtorej godziny po pierwszym, już zapowiedzianym terminie. Jeżeli i ten termin nie będzie gwarantować idealnej pogody powrót wahadłowca zostanie jeszcze odłożony. h.k.