Czytaj także:

Zadam ci teraz pytanie dotyczące twojej osoby. Scott, czy czujesz jakiś ból?” – mówi prof. Adrian Owen, szef Brain and Mind Institute w kanadyjskim Western University. Człowiek, do którego się zwraca, od 12 lat był uważany za pozbawionego świadomości. Choć rodzina Scotta Routleya utrzymywała, że można nawiązać z nim kontakt, lekarze uznali, że znajduje się w tzw. stanie wegetatywnym. Prof. Owen wpatruje się w skan mózgu pacjenta i po kilku sekundach już wie. „Prosiłem go, że jeśli chce powiedzieć »nie«, ma wyobrazić sobie, że gra w tenisa. I to właśnie teraz robi! Mówi nam, że nic go nie boli... To wielka ulga” – mówi wzruszony naukowiec. Ta chwila ma szansę przejść do historii, bo nikt wcześniej nie nawiązał takiego kontaktu z człowiekiem uznawanym za odciętego od rzeczywistości.

Nie wiadomo, ilu dokładnie jest takich pacjentów w Polsce – nie prowadzi się u nas takich statystyk. Ale uczeni są pewni, że takie odkrycia dają szansę setkom, a nawet tysiącom ludzi, którzy do tej pory nie mogli inaczej porozumieć się z lekarzami czy opiekunami. Szansę nie tylko na kontakt, ale i na powrót do świata – coś, co można uznać za naukowy odpowiednik zmartwychwstania.

Każdy zmysł się liczy

Nasz mózg to narząd wyjątkowy, ale też wyjątkowo wrażliwy. Gdy spotyka go coś złego – uraz, niedotlenienie, zatrucie itd. – najczęściej szybko wyłącza te części, które są odpowiedzialne za świadomość, czyli postrzeganie świata i reagowanie. Jest to zapewne mechanizm obronny, który chroni nas przed traumatycznymi wspomnieniami i pozwala reszcie organizmu spokojnie dojść do siebie. Co roku do polskich szpitali trafia co najmniej kilka tysięcy ludzi w stanie śpiączki. Na oddziałach intensywnej opieki medycznej (OIOM-ach) mają zagwarantowaną opiekę, która pozwala 90 proc. z nich wybudzić się. „Reszta też ma taką szansę, o ile zostanie poddana intensywnej rehabilitacji. Niestety, w Polsce nadal nie ma ośrodków nastawionych na taką terapię” – mówi Paweł Kwiatkowski, koordynator do spraw medycznych z fundacji „Akogo?”. Wkrótce otworzy ona pierwszą tego typu placówkę dla małych pacjentów – Klinikę Budzik wybudowaną przy warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka.

"FOCUS" W TOK FM: ZAGADKA ŚWIADOMOŚCI

Wiadomo bowiem, że to dzieci mają największą szansę na takie „zmartwychwstanie” – ich mózgi łatwiej odzyskują sprawność, są bardziej „plastyczne”. „Lepiej też rokują pacjenci po urazach, takich jak wypadek samochodowy, niż ci, u których nastąpiło niedotlenienie wskutek tonięcia, duszenia itd. W tym drugim przypadku uszkodzenia dotyczą bowiem praktycznie całego mózgu i często są nieodwracalne” – wyjaśnia dr n. med. Barbara Szal-Karkowska, konsultant neurologii Centrum Zdrowia Dziecka. Dlatego o przyjęciu do Kliniki Budzik będzie decydować zespół specjalistów. „Jest to niezbędne, ponieważ będziemy mogli przyjąć maksimum 30 pacjentów rocznie, podczas gdy dzieci potrzebujących takiej terapii jest w Polsce co najmniej dziesięciokrotnie więcej. Chcemy więc zająć się przede wszystkim tymi, które mają największe szanse” – zastrzega Paweł Kwiatkowski.

Nie jest to przedsięwzięcie tanie. Pacjent wybudzany ze śpiączki potrzebuje całodobowej intensywnej opieki zespołu specjalistów. Jej koszty są zbliżone do tych związanych z pobytem na OIOM-ie – rzędu 1200 zł dziennie. Zakres zabiegów jest ogromny: od pobudzania wszystkich zmysłów przez muzykę, masaże czy akupunkturę po rehabilitację ruchową i logopedyczną. Każdy pacjent będzie pod opieką zespołu dobierającego terapię do jego aktualnego stanu i monitorującego postępy. Co ważne, opieką zostanie objęta także rodzina, która otrzyma wsparcie psychologiczne i będzie mogła nauczyć się opieki nad chorym.

„Niektórzy pacjenci mogą umrzeć. Będą też tacy, którzy przejdą w stan wegetatywny albo zatrzymają się na etapie tzw. minimalnej świadomości, kiedy kontakt ze światem pojawia się u nich i znika. Wszyscy oni jednak żyją i mają prawo do adekwatnej do swojego stanu zdrowia opieki. Inaczej pozostaną na stałe zamknięci we własnym ciele” – mówi Janina Mirończuk, prezes fundacji „Światło” w Toruniu, która też chce stworzyć oddział wybudzania ze śpiączek. Klinika Budzik ma przetrzeć szlaki i udowodnić decydentom z Narodowego Funduszu Zdrowia, że warto inwestować w taką terapię.

Uwięzieni we własnej głowie

Eksperci mówią zgodnie, że jeśli po 1–1,5 roku intensywnej rehabilitacji nie widać wyników, szanse na wybudzenie chorego znacznie spadają. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest już stracone. Lekarze od dawna podejrzewali, że spora część pacjentów w stanie wegetatywnym nie jest zupełnie pozbawiona świadomości – po prostu nie może nijak jej zamanifestować z powodu całkowitego paraliżu ciała. Jak to jednak udowodnić?