Szóste w historii lądowanie ziemskiego pojazdu na Marsie z pozoru nie jest niczym ekscytującym. Skoro już tyle razy się udało, to po co robić to jeszcze raz (i wydawać na to 386 mln dolarów)? Powód jest ciągle ten sam: naukowcy chcą rozstrzygnąć, czy na tej planecie jest woda, a jeśli tak, to czy pływały w niej kiedyś choćby mikroskopijne organizmy żywe.

Phoenix ma szansę wreszcie znaleźć odpowiedź, ponieważ – w odróżnieniu od poprzednich lądowników – badać będzie nie jakąś pustynię, ale północny rejon podbiegunowy, gdzie według wszelkich danych powinna występować marsjańska wieczna zmarzlina. Sonda wgryzie się w nią nawet do głębokości pół metra i wykona liczne analizy.

Na ich wyniki naukowcy będą czekać w wielkim napięciu, bo choć zastrzegają, że wykrycie obecności związków organicznych na Marsie niczego nie przesądza (takie substancje można przecież znaleźć w meteorytach czy pyle międzygwiezdnym), to trudno byłoby dziś o lepszą zachętę do dalszych badań, a zwłaszcza do dalszego inwestowania w te badania. I odwrotnie – niepowodzenie tej misji może zaważyć na przyszłości marsjańskich ekspedycji. Dość powiedzieć, że niewiele brakowało, by projekt Phoenix trafił do kosza wskutek cięć budżetowych w NASA

ŻYCIE NIEZANE

W niedalekiej przyszłości uczeni chcą przyjrzeć się Marsowi przez mikroskop, poszukać na nim aminokwasów, a wreszcie – sprowadzić na Ziemię próbki tamtejszej gleby. Wszyscy zdają sobie bowiem sprawę, że jeśli marsjańskie organizmy istnieją, mogą być zupełnie niepodobne do ziemskich (np. możliwe, że ich komórki wypełnia nie zwykła woda, lecz woda utleniona – H2O2) i w związku z tym bardzo trudno będzie je wykryć.

Co więcej – wszyscy chcą, żeby takie właśnie były: dziwaczne, egzotyczne, wymagające nowych technologii badawczych. Odkrycie ich dałoby nowy napęd naukom przyrodniczym, które do tej pory – z oczywistych przyczyn – koncentrowały się na jedynym znanym nam przypadku występowania życia w kosmosie – ziemskim. Mikroby z Marsa mogą rzucić nowe światło na teorię ewolucji, ale niewykluczone są też korzyści praktyczne. Być może któryś z nich potrafiłby np. tanim kosztem wytwarzać paliwo takie jak wodór.

DRUGA ZIEMIA

A nawet jeśli okaże się, że wszyscy Marsjanie (niezależnie od rozmiarów) już dawno wymarli, to też będzie dla nas dobra wiadomość. Skoro bowiem ta planeta sprzyjała kiedyś rozwojowi życia, to można przywrócić ją do tego stanu. Ta idea, zwana terraformowaniem, od lat jest propagowana m.in. przez Roberta Zubrina, założyciela stowarzyszenia Mars Society. „Terraformowanie Marsa stanowi cudowne dziedzictwo dla przyszłych pokoleń – nie tylko nowy świat dla rozwoju życia i cywilizacji, lecz także przykład, co potrafią osiągnąć ludzie obdarzeni rozumem i odwagą, gdy kierują się porywającą wizją i wyznawanymi ideałami” – pisze w swej książce „Czas Marsa”. Wygląda więc na to, że z tego czy innego powodu Czerwona Planeta po prostu musi zostać przez nas zdobyta.

Jan Stradowski