Już po raz drugi europejski bezzałogowy statek transportowy (ATV) „Jules Verne”, który w tej chwili tkwi w kosmosie przycumowany do Międzynarodowej Stacji Orbitalnej, użył dwóch z czterech swoich silników, aby wynieść stację na kilka kilometrów wyżej. Operacja odbyła się 19 czerwca. Silniki modułu transportowego były włączone na pełną moc przez 20 minut. Teraz stacja orbituje na wysokości 345 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Manewr był kontrolowany przez centrum kontroli w Tuluzie (Francja). Do podobnych manewrów dotychczas wykorzystywane były tylko rosyjskie statki transportowe Progress.
- Teraz widać, że także europejski transporter może spełniać takie zadania i robi to dobrze - mówi Hervé Côme, szef misji ATV w Centrum Kontroli Lotów Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w Tuluzie.
Na ten manewr „Juliusz Verne” zużył około 400 kg paliwa.
Regularne „pchnięcia” Międzynarodowej Stacji Kosmicznej są potrzebne, bo stacja porusza się w istocie w zewnętrznych, bardzo rzadkich warstwach atmosfery, które nieco ją wyhamowują, przez co stacja opada, przybliżając się do Ziemi. Straty wysokości są spore i wynoszą 100 metrów dziennie.
ATV „Juliusz Verne” będzie orbitować razem ze stacją do sierpnia. Do tego czasu zostanie wypełniony odpadkami i niepotrzebnym sprzętem o wadze 6,5 tony. Następnie zostanie odcumowany, a po kontrolowanym zejściu z orbity spłonie nad Pacyfikiem, a jego resztki spadną do oceanu. h.k.