Kiedy raz lub dwa w miesiącu pojawiał się w Równem, zatrzymywał się u „narzeczonej”, Polki z pochodzenia, 18-letniej Walentyny Dowger. Wiedziała, kim jest Paul Siebert. „Wchodził do restauracji i pozornie roztargnionym wzrokiem ogarniał salę, by wybrać najdogodniejsze miejsce. Zazwyczaj takie, w którym siedział samotny gość. Często też siadywał w pobliżu hałaśliwego, podpitego towarzystwa (...). Wybierał najodpowiedniejsze chwile, żeby się przedstawić” – tak opisał technikę zawierania znajomości przez Paula Sieberta jego biograf z dawnej Jugosławii Branko Kitanović („Człowiek, który wstrząsnął Trzecią Rzeszą”, Warszawa 1989). Lejtnant Siebert miał dużo pieniędzy, co było zrozumiałe u oficera zajmującego się zaopatrzeniem i chętnie płacił za swoich gości.

Nie udało mu się zastrzelić – jak planował – komisarza Rzeszy Ericha Kocha – podczas audiencji w pokoju było trzech ochroniarzy i dwa psy. Dygnitarz podczas rozmowy wygadał się, że führer szykuje ofensywę pod Kurskiem. Jeszcze tego samego wieczora wiadomość ta została wysłana drogą radiową do Moskwy. Kuzniecow zwerbował w Równem ludzi, którzy wraz z nim dokonywali zamachów na niemieckich dygnitarzy. Działali zawsze we czterech: z Ukraińcem Mikołajem Strutyńskim, kierowcą samochodów (wypożyczanych za łapówki albo kradzionych z niemieckich garaży), Polakiem Janem Kamińskim, piekarzem z Równego, członkiem ZWZ-AK, który związał się z Kuzniecowem po rozbiciu przez gestapo równieńskiego AK, oraz podoficerem Wojska Polskiego Mieczysławem Stefańskim, komunistą, już przed wojną powiązanym z wywiadem sowieckim. Kamiński z czasem stał się prawą ręką Kuzniecowa. Zawsze występowali w niemieckich mundurach.