Wczesnym rankiem 25 czerwca 1580 roku w porcie Dover ze statku zszedł szczupły mężczyzna. Pan Edmundson przybył z francuskiego Calais w interesach. Celnikom powiedział, że zmierza do Londynu handlować klejnotami. Wzbudziło to ich podejrzenia, jednak po kilkugodzinnym przesłuchaniu puścili go wolno.

Zostawmy pana Edmundsona, który jedzie sobie do Londynu przez malownicze, zwłaszcza wczesnym latem, hrabstwo Kent i przyjrzyjmy się Anglii A.D. 1580. Od 22 lat panuje córka Henryka VIII Elżbieta. Królowa wspiera uczonych, inspiruje artystów, a ludziom przedsiębiorczym pozwala się bogacić. Sponsorowani przez nią piraci, którzy sami wolą nazywać się dżentelmenami-ryzykantami, opanowują morza i oceany. W Europie rodzi się nowa potęga. Ale elżbietański złoty wiek ma też swoją ciemną stronę. Kiedy rozum nie śpi, upiory szaleją w najlepsze.

KŁOPOTY Z KATOLIKAMI


Mogą pojawić się o każdej porze. Oznajmiają swoje przybycie waleniem do drzwi. Często towarzyszą im miejscowy sędzia i wojsko. Łowcy łupów mają bowiem prawo domagać się od lokalnych władz współpracy. Kiedy wejdą do domu, wywracają wszystko do góry nogami byle znaleźć dowody „katolickiego zabobonu”: różaniec, naczynia liturgiczne, katolicką Biblię, krzyżyk albo – o zgrozo! – bicz do umartwiania się. Jeszcze lepiej, jeżeli nakryją jedną z tajnych drukarni. Ale największym trofeum jest ksiądz, najczęściej pod przybranym nazwiskiem udający służącego, krewnego albo gościa. Kościół katolicki ma charakter organizacji podziemnej. Aby być katolikiem, trzeba wiele odwagi.

I pomyśleć, że kiedy w 1558 roku Elżbieta wstępowała na tron, świat był o wiele spokojniejszy. Otoczenie królowej składało się wprawdzie w większości ze zwolenników reformacji, ona jednak w sprawach wiary nie miała głębokich przekonań. Tak jak większość swoich poddanych była niechętna Rzymowi i jednocześnie przywiązana do starej katolickiej obrzędowości. Nie podobały się jej radykalne pomysły reformatorów, takie jak śluby księży, rezygnacja z szat liturgicznych czy zniesienie biskupstw. Wierzyła, że wszelkie napięcia usunie kierowany przez nią kościół narodowy. W pierwszych aktach prawnych nałożyła na poddanych obowiązek uczestnictwa w anglikańskich nabożeństwach. Wcale nie przeszkadzało jej to, że ludzie będą robić to koniunkturalnie, dla świętego spokoju. Jednocześnie jednak zakazała katolickiej mszy, domagała się, by przysięgano jej posłuszeństwo jako rządcy kościoła i zabroniła wyświęcania kapłanów. Nie chciała katolickich męczenników. Chodziło jej o to, by wspólnoty stopniowo odcinać od księży i sakramentów. Elżbieta liczyła na to, że z czasem, kiedy starzy biskupi i księża odejdą z tego świata, ludzie dołączą do jej kościoła. Zmiany religii wydawały się jej czymś normalnym. Za jej życia większość Anglików zmieniało – albo udawało, że zmienia – religię już kilka razy. Za Henryka VIII z katolików stali się patriotycznie anglikanami, za Edwarda posłusznie dryfowali w stronę radykalnego protestantyzmu, wreszcie za Marii, wobec przekonującego widoku stosów, na których płonęli niedawni reformatorzy, wrócili do katolicyzmu.

Optymizmu Elżbiety nie zmniejszały raporty o silnym przywiązaniu ludzi do starego kościoła. Wystarczyły jednak cztery lata, by przestała przymykać oczy na katolików, a zaczęła przyglądać im się ze strachem i nienawiścią. W 1568 roku katolicki wygnaniec William Allen założył w Douai, na terenie dzisiejszej Francji, seminarium, które miało wyświęcać księży na potrzeby angielskiego kościoła. W tym samym roku katolicka królowa szkocka, kuzynka Elżbiety Maria Stuart po przegranej wojnie domowej, uciekła do Anglii. Wobec bezdzietności Elżbiety, wielu katolików widziało w niej przyszłą królową. Z miejsca wokół Marii zaczęły zawiązywać się spiski. Na domiar złego w 1569 roku pod hasłami powrotu do rzymskiej religii, broń przeciw Elżbiecie podnieśli potężni feudałowie z północy Anglii. Powstanie szybko stłumiono, ale już w 1570 roku pojawił się nowy problem. Papież Pius V ekskomunikował Elżbietę, zezwalając jej poddanym na wypowiedzenie posłuszeństwa. Tak oto poddano setki tysięcy ludzi okrutnej próbie lojalności, a angielski establishment nauczył się wiązać katolicyzm ze zdradą. W 1571 roku wprowadzono karę śmierci za rozpowszechnianie papieskiej bulli i namawianie do odstępstwa od oficjalnej religii. Za zdradę uznawano już samo powątpiewanie w prawo Elżbiety do tronu. W tym samym roku władze zyskały mocny dowód dla swojej antykatolickiej polityki. Odkryto wtedy spisek na życie królowej, jaki zorganizował wenecki bankier Ridolfi. W kolejnych latach rozbuchane już antykatolickie nastroje podsycały informacje o wypadkach zagranicznych – o rzezi hugenotów w Paryżu, hiszpańskim terrorze w Niderlandach czy wreszcie o perspektywie hiszpańskiej inwazji. „Oto znaki poprzedzające koniec świata – pisał pewien duchowny anglikański. – Szatan ryczy jak lew, świat oszalał, antychryst ucieka się do każdej ostateczności, by z wilczym okrucieństwem pożreć owce chrystusowe”. A pan Edmundson? Jest już w Londynie. Gdy wyjeżdżał z Anglii prawie 10 lat wcześniej, najbliższy doradca królowej Robert Cecil lord Burghley pisał, że kraj stracił klejnot. Teraz – o ironio losu – powraca jako handlarz klejnotami. Naprawdę nazywa się Edmund Campion i jest jezuitą. Wiadomość o jego przybyciu roznosi się po Anglii lotem błyskawicy. „Owce chrystusowe”, mają powody do niepokoju.

MISSION IMPOSSIBLE