Według przyjętego przez sejm i senat projektu nowelizacji ustawy o IPN będzie można karać więzieniem za przypisywanie Polakom udziału w zbrodniach przeciwko ludzkości w okresie w okresie od dnia 8 listopada 1917 r. do dnia 31 lipca 1990 r. Broniący nowelizacji najczęściej podnoszą argument, że jest to jedyny sposób na wymazanie terminu “polskich obozów koncentracyjnych” sugerującego odpowiedzialność i współudział Polaków w zbrodniach popełnianych w Auschwitz Birkenau, Dachau i innych obozach śmierci. Trudno się nie zgodzić, że należy walczyć z takimi stwierdzeniami.

Sformułowanie "polskie obozy zagłady" pojawiało się w mediach i wypowiedziach polityków na świecie, jednym z przykładów było przemówienie Baracka Obamy w 2013 podczas wygłaszania laudacji na cześć Jana Karskiego. Rzecznik Obamy wyraził potem ubolewanie w tej sprawie. "Polskie obozy" pojawiały się także między innymi w niemieckiej i włoskiej prasie.

Dla uściślenia: III Rzesza stworzyła na terenie Polski 9 obozów koncentracyjnych i zagłady, na terenie Niemiec zlokalizowano ich 20, nie wspominając o podobnych miejscach stworzonych w innych krajach. 

Problem w tym, że za pomocą ustawy trudno jest zmusić ludzi do odpowiedniego mówienia i myślenia. W tekście nowelizacji napisano, że karze nie będą podlegać działania badaczy historii oraz działania artystyczne, co ma być odpowiedzią na powtarzający się zarzut o próbę kneblowania historyków. Czy to wystarczy?

Tekst nowelizacji znajdziecie na oficjalnej stronie Sejmu RP.

Dr Agnieszka Haska z Centrum Badań nad Zagładą Żydów, działającego w ramach Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk tłumaczy, że problem z ustawą jest na kilku poziomach.

- Pierwszy problem polega na jej nieprecyzyjności – tłumaczy – Kto będzie decydował o tym co jest działalnością naukową lub artystyczną? To nie jest w żaden sposób sformułowane. Czy to, że tekst ma przypisy czyni z niego naukowy? Czy jeśli coś wisi w galerii to jest działaniem artystycznym? Kto o tym zadecyduje? Jak sądzę prokurator.

Wyrażenie “polskie obozy koncentracyjne” samo w sobie jest problemem złożonym. Pojawiło się według historyków w 1944 roku, użyte po raz pierwszy przez Jana Karskiego jako określenie geograficzne, “polskie” oznaczało tu wyłącznie umiejscowienie niemieckich fabryk śmierci na terenie należącym do państwa polskiego. W Polsce jako określenie geograficzne także występowało, użyła go Zofia Nałkowska w “Medalionach”, których wartość trudno jest podważyć.

- Ja rozumiem, że rząd polski chce to uściślić, by nie był to skrót myślowy zrzucający na Polaków odpowiedzialność lub współodpowiedzialność – mówi dr Haska – Problem polega na tym, że sformułowanie “polskie obozy śmierci” czy “polskie obozy koncentracyjne” się w ogóle nie pojawia.

Rzeczywiście, zamiast tego jest szeroki i nieprecyzyjny zapis o karze dla tych, którzy publicznie wbrew faktom przypisują Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie. Politycy nie chcą precyzować tych pojęć, co pogłębia problem i doprowadza do tego, że obecnie historycy obawiają się, że owszem będą mogli wydawać historyczne ksiażki, ale omówienie tych książek przez kogokolwiek lub użycie tych samych materiałów do tekstu publicystycznego – może być bardzo ryzykowne. Czasopisma będą bać się tego tematu, zresztą już teraz się boją. Na początku tego roku w rozprawie pomiędzy stowarzyszeniem Reduta Dobrego Imienia a tygodnikiem Newsweek Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok nakazujący sprostowanie. Artykuł w tygodniku był omówieniem książki “Mala Zbrodnia” Marka Łuszczyny o tym jak po II wojnie światowej wykorzystano dawno nazistowski obóz Świętochłowice-Zgoda przez komunistyczne władze Polski. W tekście pada sformułowanie: “polskie obozy koncentracyjne istniały.” 

Tekst Marka Łuszczyny na temat tych wydarzeń mogliście przeczytać także na naszych łamach. 

Za dwa miesiące Centrum Badań nad Zagładą Żydów opublikuje dwutomową pracę “Dalej jest noc”. To podsumowanie wieloletnich badań na temat strategii przetrwania Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce. Podsumowano zebrane informacje z 9 różnych powiatów (jeden z okręgu Białystok, pozostałe w Generalnym Gubernatorstwie). Naukowcy przepatrzyli ogromne ilości archiwów i dokumentów.

Jako publikacja naukowa to wyjdzie, ale dziennikarz omawiający te badania będzie musiał się zastanowić czy wolno mu o nich napisać – mówi dr Haska - Badania wskazują niestety na zdecydowanie większy współudział Polaków w tak zwanej ostatniej fazie zagłady, czyli od likwidacji z getta do wyzwolenia. W dużym skrócie: z badań wynika, że 2 na 3 Żydów ukrywających się na prowincji zostało zamordowanych lub przy udziale polskich sąsiadów.

To bardzo niewygodna prawda, czy będzie można o niej pisać? Kolejny problem to edukacja, bo zmiana w prawie nie wykluczyła edukacji, zatem taki temat jak zbrodnie sąsiedzkie stanie się tabu w szkołach.

- W naszym odczuciu, jako historyków, ta ustawa może służyć jako knebel dyskusji publicznej na temat polskiej historii i skomplikowanych stosunków polsko-żydowskich – podsumowuje dr Haska – Bez względu na to jak widzą to politycy historia nie jest czarno-biała.

Niezależnie od debat historyków niestety dyskusja (przede wszystkim w internecie) dotycząca tej nowelizacji obnażyła wciąż żywe stereotypy dotyczące Żydów w Polsce. Znani publicyści nie wahają się używać w sferze publicznej wyrazów obraźliwych, w internecie nie brakuje jawnie nawołujących do nienawiści komentarzy. Problem zresztą jest znacznie szerszy, bo wykroczył poza granicę Polski i wywołał oburzenie w Izraelu, na Ukrainie oraz w USA. Z jednej strony w Polsce nie brakuje jawnie antysemickich komentarzy, z drugiej w mediach społecznościowych użytkowników z innych krajów można przeczytać daleko idące i niezgodne z prawdą oskarżenia o udział Polski i Polaków w Holokauście. Dr Haska przekonuje, że zamiast zabraniania znacznie lepiej jest wzmocnić edukację by wyjaśniać złożoność rzeczywistości wojennej i powojennej. To z pewnością z czasem doprowadziłoby do tego, że nikt nie używałby sformułowania “polskie obozy koncentracyjne” inaczej niż w kontekście umiejscowienia geograficznego.

Nieostre prawo otworzyło prawdziwą puszkę Pandory i pokazało jak wiele rzeczy trzeba wyjaśnić. Pokazywanie bohaterów to za mało, trzeba (choć to boli) odnieść się do wydarzeń ciemnych i wstydliwych. Rozbrajając takie “historyczne bomby” można wytrącić wiele argumentów i odrzucić zarzuty. Nie jest to żadna pedagogika wstydu, padanie na kolana i przyjmowanie na siebie cudzych win. Nikt nie odbiera Polsce prawa do chwalenia się swoimi bohaterami i najlepszymi kartami historii. Może jednak czas przestać udawać, że istnieje naród idealny? Niezależnie od tego, o którym mówimy.

Edukacja przyda się tym bardziej, że w tym roku mija 50 lat od pamiętnego marca 1968 roku i przemówienia Władysława Gomułki o działaniach w Polsce “syjonistycznej V kolumny”, które rozbudziło antysemickie nastroje i doprowadziło do prześladowania osób pochodzenia żydowskiego, najczęściej w postaci zwolnień z pracy. W skutek tej nagonki na przestrzeni lat 1968-72 Polskę opuściło 15-20 tysięcy osób.


Post scriptum:

Nieostre prawo sprawia, że pisząc o tej sprawie sami obawiamy się, że ktoś może zakwalifikować poniższy tekst jako przekłamujący historię i oskarżający Naród Polski o współodpowiedzialność za zbrodnie III Rzeszy, co nie jest naszą intencją. Wolimy to od razu wytłumaczyć.