„Kill-A-Watt” to sprytne urządzenie, które pozwala policzyć, ile watów energii konsumują domowe urządzenia. Wtyczki trzeba po kolei włączać do „zabójcy watów” podłączonego z kolei do gniazdka elektrycznego. W ten sposób dowiemy się, jak jest ze zużyciem energii. Wyniki wyświetlą się na ekranie i pozwolą z pewności wybrać kandydatów do odłączenia od sieci. Prawdopodobnie będą to niepotrzebne ładowarki i bzdurne gadżety, które świecą, wyją i się ruszają. Umie zliczać konsumpcję prądu w dłuższym czasie. Wyświetla osiem różnych parametrów. Niestety w Europie wymaga dwóch przejściówek, bo pasuje do amerykańskich bolców i gniazdek. h.k.