Wydawałoby się, że naukowcy mają poważniejsze rzeczy na głowie niż zajmowanie się zawartością męskich spodni. A jednak ludzki członek jest dla nich zagadką niewiele mniejszego kalibru niż nasz wyjątkowy mózg. „Jak się okazuje, człowiek jest jedynym naczelnym i jednym z nielicznych kręgowców, którego penis pozbawiony jest wzmacniającej go kości (tzw. prąciowej – os penis) i specyficznych wyrostków rogowych pokrywających jego trzon (taka struktura występuje praktycznie u wszystkich naczelnych, tyle że zwykle – choć nie zawsze – zredukowana jest już do postaci niewielkiego zgrubienia na skórze). Oba te detale anatomii człowieka są zadziwiające” – pisze dr Marcin Ryszkiewicz w wydanej pod patronatem „Focusa” książce „Homo sapiens. Meandry ewolucji”. Zadziwiające są też wnioski, do jakich dochodzą badacze. Czas przyjrzeć się penisowi w zupełnie nowym świetle...

 

Wyjątkowo elastyczny?

Zacznijmy od braku wspomnianej kości – faktu ewidentnego już dla naszych odległych przodków. Nie tylko zauważyli oni, że inne zwierzęta takowe usztywnienie posiadają, ale też potrafili je wykorzystać np. do wyrobu narzędzi. „Największą kość penisową ma mors. Eskimosi nazywają ją oosik i używali jako maczugi” – pisze Mary Roach w książce „Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu”. Proporcjonalnie mniejsze usztywnienia występują także w penisach gryzoni, nietoperzy ssaków drapieżnych i naczelnych, a więc naszych najbliższych biologicznych krewnych – szympansów, goryli, orangutanów i gibonów. Kość taka zdecydowanie ułatwia samcom erekcję. Jak jednak wiemy, nie jest do niej niezbędna – nie występuje np. u koni, słoni i wielorybów. A mężczyźni mają inne usztywnienie.

„Włókna kolagenowe, które otaczają ciało jamiste stojącego członka, są – biorąc pod uwagę to, ile ważą – tak sztywne jak stal” – porównuje Mary Roach. Włókna te ułożone są w dwóch warstwach, jedna prostopadle do drugiej, co przeciwdziała wyginaniu się członka czy wybrzuszaniu się w jednym miejscu, kiedy naciśnie się go w innym. Owszem, możliwe jest „złamanie” prącia – dochodzi wówczas do naderwania ciała jamistego, sytuacji bolesnej i wymagającej interwencji chirurgicznej. „Pacjent słyszy delikatne chrupnięcie, po czym członek natychmiast się kurczy, następnie puchnie i przybiera siną barwę. Członek zwykle wygina się w stronę przeciwną niż ta, po której nastąpił uraz” – wyjaśnia dr Frederick Klein, urolog z University of Tennessee Medical Center.

Nie dzieje się to często – statystycznie tylko jeden na 175 tys. przyjętych do szpitala panów trafia tam z tego powodu – ale ofiary tejże kontuzji zapewne żałują, że ewolucja pozbawiła mężczyzn akurat tej kości. Podobnie bolesne odczucia mogą mieć mężczyźni cierpiący na zaburzenia erekcji. Czemu więc penis człowieka nie zawiera kości? Na razie nie ma jasnej odpowiedzi na to pytanie, ale pojawiają się ciekawe koncepcje. „O ile samce innych gatunków muszą być nieustannie gotowe do kopulacji w razie napotkania samicy w rui, u ludzi rozwinął się system scementowanych, stałych związków, w których kopulacja nie miała tego elementu zaskoczenia, tak że samiec/mężczyzna mógł stopniowo osiągać stan pobudzenia” – wyjaśnia dr Ryszkiewicz. Poza tym korzyścią – choć dość trudną do wytłumaczenia ewolucyjnie – jest większa elastyczność penisa, dająca nam większe pole do popisu podczas manewrów łóżkowych.

 

Wyjątkowo nieczuły?

À propos manewrów – mamy kolejną szczególną cechę. Otóż ludzki członek jest wyjątkowo słabo unerwiony. Wiąże się to ze zmianami genetycznymi, jakie wystąpiły u naszych przodków. W ich wyniku utraciliśmy włoski czuciowe na twarzy (takie jak „wąsy” u innych zwierząt) oraz niewielkie, równie dobrze unerwione wypustki na prąciu. „Wzmacniają one pobudzenie podczas kopulacji i przyspieszają tym sam akt płciowy.

Spośród wszystkich ssaków tylko u ludzi odcinki DNA odpowiedzialne za te funkcje zostały wymazane i w rezultacie ludzie nie mają wąsów czuciowych, a ich penisy zostały całkiem ogołocone z dodatkowych stymulatorów” – pisze dr Ryszkiewicz. I znów – jaki jest powód? Czemu ewolucja pozbawiła nas porcji tak mocnych wrażeń? Cóż, odpowiedź jest prosta i oczywista dla każdego, kto ma problemy ze zbytnią pobudliwością, zwaną też przedwczesnym wytryskiem. U szympansów, które mają bardzo czułe penisy, kopulacja trwa zaledwie kilka sekund. U ludzi, jeśli wierzyć statystykom, co najmniej kilka minut.