Powodem takiego kroku jest potwierdzone już za pomocą zdjęć satelitarnych coraz bardziej intensywnie kurczenie się pokrywy lodowej na dalekiej Północy. Po raz pierwszy dostał się na nią gatunek zagrożony przez globalne ocieplenie. To dlatego organizacje zajmujące się ochroną środowiska zarzucają administracje George'a W. Busha, że umieszczając niedźwiedzie na liście rząd i tak robi za mało, aby je chronić, bo zbyt słabo walczy z globalnym ociepleniem. Administracji grożą procesy, które planują wytoczyć jej ekolodzy, żądający usunięcia przyczyn ocieplania klimatu. To jednak prędko nie nastąpi. Na liście zagrożonych zwierząt (Endangered Species Act) znajdują się gatunki, którym wymarcie może zagrozić w całkiem niedalekiej przyszłości. W dalszym ciągu na podobnej liście nie umieściła polarnych misiów Kanada, na terytorium której żyje 25 tysięcy sztuk tego gatunku. Eksperci podkreślają, że wbrew alarmującym informacjom misie polarne mają już wystarczającą ochronę i dodawanie kolejnych przepisów niczemu nie służy. Mają tego dowodzić dane o liczebności gatunku, z których wynika, że populacja polarnych misiów od lat 60. do dziś uległa podwojeniu. h.k.