Filmowi zdrajcy z „Bondów” giną efektownie: wyrzuceni przez agenta 007 z samolotu („W obliczu śmierci”), topieni w basenie z piraniami („Żyje się tylko dwa razy”) itp. Oglądanie scen zemsty, którą psychologowie nazywają „altruistycznym wymierzaniem kary”, sprawia nam wyraźną przyjemność. A jednak karanie zdrajców, którym udało się umknąć, wcale nie jest łatwe. Dlatego większość współczesnych zdrajców-uciekinierów żyje i ma się dobrze, chociaż strach przed zemstą nie opuszcza ich ani na moment. 73-letni Oleg Gordijewski nigdy nie jada na mieście. Kiedy wychodzi z domu, zawsze zabiera ze sobą termos z kawą, trzy kanapki i butelkę wody mineralnej. Ten pułkownik i rezydent KGB w Londynie i Kopenhadze, przez 11 lat (1974–1985) był podwójnym agentem, ujawniającym brytyjskiemu kontrwywiadowi MI6 tajemnice sowieckich tajnych służb. Wyrok śmierci, który za to dostał, nie stracił ważności nawet po upadku ZSRR. Dawni koledzy nie wybaczyli mu zdrady i  tego, że okazał się od nich sprytniejszy: był jedynym oficerem KGB, któremu w czasie śledztwa udało się uciec z ZSRR. Ostatnią próbę zamachu Gordijewski przeżył w 2007 r. – 22 lata po tym, jak przez Finlandię przedostał się do Londynu pod opiekę MI6...

Podwójny agent Mróz

27 października 1960 r. o godz 20.20 jeden z mieszkańców Argenteui pod Paryżem odnalazł zwłoki mężczyzny. Denat miał nad prawym uchem ranę postrzałową od broni kalibru 7,62 mm. Śledztwo szybko przejął francuski kontrwywiad DST. Zamordowanym był bowiem 34-letni kpt. Władysław Mróz, etatowy pracownik wywiadu peerelowskiego i  jednocześnie jeden z najcenniejszych podwójnych agentów DST we Francji. Mróz został wysłany z Warszawy do Paryża razem z rodziną rok wcześniej, miał prowadzić tamtejszą siatkę szpiegowską. Nie była to byle jaka agentura. Do 20-osobowej grupy należało kilku inżynierów i specjalistów technicznych, dwóch dyrektorów przedsiębiorstw, sekretarz Komitetu Centralnego Francuskiej Partii Komunistycznej i mer małego miasta na północy kraju. Jednakże już po kilku miesiącach pobytu we Francji Mróz, pracujący jako fotoreporter dla jednej z paryskich gazet, został zatrzymany przez DST i poddany wielodniowym przesłuchaniom. W ich trakcie zdradził śledczym najcenniejsze tajemnice: od składu siatki szpiegowskiej peerelowskiego wywiadu we Francji poprzez sposoby łącznikowania tajnych współpracowników aż po ulubione miejsca spotkań agentów z oficerami prowadzącymi. Ujawnił też nazwiska kilku ludzi pracujących dla wywiadu cywilnego PRL-u w Izraelu i w Wielkiej Brytanii.

Żaden ze wskazanych informatorów nie został jednak zatrzymany. DST postanowiło wykorzystać Mroza jako podwójnego agenta i pozwolić mu działać nadal – pod swoją kontrolą. Informacja o „niezidentyfikowanym przecieku we Francji” dotarła do polskiego wywiadu z sowieckiego KGB latem 1960 r. Szybko ustalono, że zdrajcą jest Mróz. Z dnia na dzień w Departamencie I MSW została powołana nieoficjalna grupa likwidacyjna. Plan zemsty opracował zastępca szefa departamentu płk Henryk Sokolak. Pierwszy scenariusz przewidywał porwanie zdrajcy i dostarczenie go do Polski w celu osądzenia. Zrezygnowano z tego wariantu ze względu na możliwość pozostawienia śladów i dekonspiracji, co groziłoby kryzysem dyplomatycznym. Pozostawało zabójstwo. Wykonawca wyroku zgłosił się sam. Był to 40-letni pracownik wywiadu, Polak urodzony we Francji, który znał Mroza osobiście. 26 października 1960 r. egzekutor zaaranżował na ulicy w Paryżu „przypadkowe” spotkanie. Powiedział Mrozowi, że przyjechał właśnie z Warszawy i ma list od jego rodziców o poważnym wypadku ojca. Na przekazanie korespondencji umówili się na następny dzień. Kiedy nazajutrz Mróz zjawił się w wyznaczonym miejscu, trzech mężczyzn wciągnęło go do samochodu i wywiozło na przedmieścia Paryża. Tam strzałem z pistoletu TT egzekutor wykonał wyrok, wydany przez kolegów z Warszawy.